3 sposoby na zwiększenie motywacji do biegania

Dziwny post. Dziwny dlatego, że sam raczej nie mam problemów ze zmotywowaniem się do wyjścia na kolejny trening. Raczej mam czasem problem tego typu, że chciałbym iść pobiegać… a z różnych względów (np. kontuzja, albo brak czasu) po prostu nie mogę. Temat motywacji to jednak często poruszany temat na różnych serwisach biegowych… dlatego i ja chciałbym się z Wami podzielić 3 sposobami na motywację, przeniesionymi z innych dziedzin. Każdy powinien znaleźć tutaj metodę, która będzie działać najlepiej właśnie na niego.

Metoda pierwsza – „przebiegnę tylko 500 m i mogę wrócić do domu”

Najtrudniejszy jest często pierwszy krok. Kiedy już wyjdziemy z domu i zaczynamy biec nagle po 100 metrach okazuje się, że nogi wcale nas nie bolą tak jak nam się wydawało, nie jesteśmy też na tyle zmęczeni, żeby konieczny był wieczór spędzony w domu. Kiedy startujemy… nagle pojawia się radość. Dlatego też w sytuacji kiedy macie problemy ze zmotywowaniem się do wyjścia pobiegać obiecajcie sobie (a właściwie swojemu gorszemu, leniwemu ja), że wyjdziecie tylko na 500 m. Jeśli po 500 m stwierdzicie, że bieganie nie sprawia wam frajdy danego dnia wtedy możecie wrócić do domu – taka jest umowa. Gwarantuję Wam, że po 500 m nie będziecie chcieli wracać od razu do domu.

Reasumując: ta metoda zwraca uwaga na to, że w motywacji ważne jest to, żeby być zmotywowanym do rozpoczęcia określonej czynności. W momencie kiedy ją zaczniemy, wszystkie trudności wydają się błahe, a to, że udało nam się zwalczyć lenia jest powodem do dobrego samopoczucia.

Metoda zaczerpnięta z jakiegoś zagranicznego artykułu, który przeczytałem parę lat temu.

Metoda druga – „uwielbiam to uczucie które się pojawia po 6 km biegu”

Żeby zastosować te metodę potrzebujcie pewnego przygotowania. Przygotowanie samo w sobie jest całkiem przyjemne :) Chodzi o to, że przy następnym treningu/wycieczce biegowej w momencie kiedy poczujecie, że bieg Wam sprawia frajdę uchwycić tę chwilę. Co to znaczy uchwycić tę chwilę? Chodzi o to, żeby skupić się na własnym ciele i bodźcach docierających z otoczenia. Poczuć świadomie tę przyjemność, która płynie z biegania. Zapamiętać uczucie, kiedy nasze stopy lekko uderzają o leśne podłoże. Poczuć przyjemne rozgrzanie mięśni. Zwrócić uwagę na przyjemnych zapach lasu, w którym biegniem. Skupić się na dźwięku wokół. I tak dalej…

Generalnie naszym celem jest jak najlepsze zapamiętanie naszych odczuć i okoliczności w momencie kiedy bieganie sprawiało nam przyjemność. Po co to robimy? W momencie, kiedy dopadnie nas leń warto wrócić do tego przyjemnego momentu. Należy wtedy zamknąć oczy, wyobrazić sobie, że jest się z powrotem na ścieżce biegowej i przypomnieć te wszystkie odczucia związane z naszym ciałem i bodźce, które do nas docierały w tym „przyjemnym momencie”.

Spróbujecie a zobaczycie, że Wasze ciało i umysł zablokują funkcję „leń” i przestawią się na gotowość do treningu i wyjscia z domu. Najbardziej drastyczna metoda: przypomnieć sobie moment stresu przedstartowego, który przeżywaliście przed jakimiś zawodami… wtedy dodatkowo w naszym ciele zacznie buzować adrenalina :)

Metoda zaczerpnięta z psychologii/NLP.

Metoda trzecia – „nie chce być tym leniem”

Jeśli drugą metodę nazwiemy metodą marchewki, tak trzecią można poniekąd zaklasyfikować jako metodę kija. Aczkolwiek nie będziemy tutaj w żaden fizyczny sposób się karać :) W tej metodzie należy sobie wyobrazić 2 postaci: jedną z nich która wyjdzie pobiegać i drugą z nich, która rezygnuje z treningu. Należy tutaj celowo przesadzać stosując pozytywne wyobrażenia na temat przyszłości tej pierwszej i negatywne dotyczące przyszłych losów drugiej postaci.

Np. o pierwszej postaci możemy sobie myśleć w ten sposób: udało jej się przełamać lenia, wyszła na trening i po powrocie do domu poczuła nową energię. A na treningu udało jej się spotkać koleżankę, która właśnie zaczyna biegać… więc wyjście miało również miły aspekt towarzyski. Dalej należy sobie wyobrażać pomyślną przyszłość pierwszej postaci – postępy treningowe w kolejnych miesiącach, nowe życiówki na zawodach, lepsze samopoczucie i tak dalej.

Nie zapominajmy jednak o drugiej postaci. O niej warto pomyśleć w ten sposób: przez to, że nie wyszła pobiegać danego dnia, nagle powoli zaczęła tracić motywację do biegania. Bo skoro odpuściła jeden trening to pewnie i odpuści drugi. Przez zmniejszoną regularność biegania nagle zacznie tyć. Przybranie na wadze spowoduje pogorszenie się nastroju… które również nie będzie sprzyjało wznowieniu treningów. Co będzie z tą postacią za parę miesięcy? Użyjcie swojej wyobraźni, żeby rozrysować jak najczarniejszy scenariusz. O to tutaj chodzi :)

Kluczowy moment: kiedy już sobie wyobrazicie te dwie postaci wyobraźcie sobie również, że to jaką podejmiecie decyzję odnośnie tego pojedynczego treningu może zdefiniować Wasze losy. Wyjście na trening sprawi, że potoczy się u Was tak jak u pierwszej postaci… ominięcie treningu sprowadzi na Was złą passę drugiej osoby. I teraz spytajcie się szczerze sami siebie: którą postacią chcielibyście być? Czy w związku z tym warto wyjść pobiegać… czy może skusić się naszemu drugiemu leniwemu ja i zostać w domu? Odpowiedź będzie prosta :)

Metodę o ile dobrze pamiętam… wymyśliłem sam. Kiedyś ją nawet czasem stosowałem. Działała :)

Która z metod najbardziej Wam przypadła do gustu? Czy to co powyżej napisałem w ogóle do Was przemawia? Jakie metody motywacji sami stosujecie?