Badania zrobione, można startować (o EKG wysiłkowym)

Jakiś czas temu pisałem o różnych badaniach lekarskich, które warto, żeby biegacze wykonali przed podjęciem intensywniejszego treningu i przed startem w zawodach. Ja ostatnio wykonałem pakiet różnych badań (morfologia, badanie moczu, EKG spoczynkowe), żeby móc ze świadomością przygotowywać się do debiutu w maratonie. Na sam koniec, wczoraj, byłem na próbie wysiłkowej (zwanej również EKG wysiłkowym). Wyniki badania w normie czyli brak zaburzeń rytmu serca. Badanie nie ma na celu oceny wydolności organizmu – można taką ocenę wydać pośrednio (mnie lekarz powiedział, że wydajność mam powyżej przeciętnej – zmartwiłbym się gdyby było inaczej).

Żeby zapisać się na EKG wysiłkowe potrzebne jest skierowanie od kardiologa. Na badanie należy ze sobą zabrać buty sportowe oraz krótkie spodenki sportowe. Na 12 godzin przed próbą wysiłkową należy ograniczyć aktywność fizyczną (zwłaszcza tę intensywną). Przed samym badaniem trzeba podpisać zgodę na udział w badaniu. Później następuje etat przygotowania do badania – podłączenie wszystkich czujników na klatce piersiowej (rada dla mężczyzn z owłosieniem na klatce piersiowej – przed badanie warto zgolić to owłosienie). Wchodzimy na bieżnię i… idziemy. Większość badania to marsz na mechanicznej bieżni. Co 3 minuty zwiększa się prędkość oraz nachylenie. Prócz pomiaru pracy serca dodatkowo co parę minut mierzone jest nasze ciśnienie. Samo badanie trwa mniej więcej 10-14 minut (u mnie zostało zakończone po 12 minutach po osiągnięciu odpowiedniego tętna – 94%). Później jeszcze kilka minut przerwy i ponowny pomiar ciśnienia. Jeszcze tylko zdjęcie czujników i to koniec. Tuż po badaniu lekarz dokonuje opisu wyników… i od razu wiemy czy wszystko jest w porządku, czy potrzebna jest dodatkowa konsultacja z kardiologiem.

A czy Wy się już przebadaliście (nie mówię o EKG wysiłkowym, ale może chociaż aktualna morfologia)?