Kończy się zima :)

Kończy się zima. Nie żebym nie lubił biegania w zimie – nie ma nic piękniejszego niż las pokryty świeżym śniegiem. Bieganie rano po nieprzetartych leśnych ścieżkach naprawdę jest urokliwe. Bieganie w zimę ma wiele zalet… ale mimo tego cieszę się, że powoli zbliża się wiosna. W momencie kiedy wychodzę z pracy i jeszcze jest jasno czuję, że mam więcej energii :)

Z minionej zimy mam kilka migawek wspomnień. Pierwsze wspomnienie jest z okolic października, kiedy to spadł pierwszy śnieg. Poranne wybieganie po świeżym puchu… ahh do dziś pamiętam jak było miło :) Początek grudnia kojarzy mi się z jednym z długich wybiegań jakie zrobiłem z innymi biegaczami po lesie w okolicach Starej Miłosnej – z tym, że był to dzień kiedy wszystko zaczęło się topić stąd już po paru kilometrach wszyscy mieliśmy mokre buty (o dziwo nie złapało mnie wtedy żadne przeziębienie). Taki dodatkowy urok biegania w zimę. Bieganie w zimę to ciężki bieganie – zwłaszcza jeden z treningów dobrze sobie zapamiętałem – zrobiłem wtedy około 7 km ale przez to, że dużą część trasy przebiegłem w głębokim śniegu czułem się wtedy jakbym zrobił kilkanaście kilometrów szybkim tempem.

Zima zimą, a pewnie część z Was jest ciekawa jak tam moje treningi ostatnie. Dopiero co entuzjastycznie pisałem o przebiegniętych 30 km. Było to mniej więcej 11 dni temu. 30 km na jednym treningu podbudowało mnie psychicznie… ale trochę nadszarpnęło fizycznie. Nie wiem czy to Achilles czy ponapinane jakieś mięśnie w lewej łydce ale czuję, że coś jest nie tak. 30 km zrobiłem w niedzielę 24 lutego. Później z tego co pamiętam w środę 27 lutego wybrałem się na siłownię – na bieżni zrobiłem 4 km – miało być w planach 5, ale w okolicach 4 km poczułem, że z nogą jest coś nie tak. Kilka dni przerwy i kolejny trening w niedzielę. Zrobiłem ponad 6 km – w trakcie treningu wszystko było ok, ale pojawiły się lekkie dolegliwości po treningu. Przez to postanowiłem zrobić sobie kolejnych parę dni przerwy. Nie jest to sytuacja komfortowa. W tym momencie powinienem wyrabiać swoje najbardziej urodzajne w kilometraż tygodnie… ale co poradzę? Forma całkowicie w tydzień nie zniknie, a ryzykując bieganie z lekką kontuzją mogę doprowadzić do poważniejszej kontuzji. Zrobiłem 4 dni przerwy… i dziś po powrocie z pracy sprawdzę jak tam noga. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko było ok!

Miałem dziś koszmar… spóźniłem się na półmaraton. Nie wiem czy nawet spóźniłem czy przegapiłem… sen był bardzo dziwny… jedno co dobrze pamiętam to strasznie uczucie rozczarowania, że jedna z najważniejszych imprez do których trenowałem przeleciała mi koło nosa, przez to, że za późno wyszedłem z domu.

Do półmaratonu zostały niecałe 3 tygodnie. Do maratonu już niecałe 7 tygodni.