Koniec…

Nikt chyba nie lubi niedokończonych opowieści. Seria książek, która „urywa się” w trakcie (pozdrawiam fanów Martina, którzy jak ja zetknęli się pierwszą częścią jego cyklu kilkanaście lat temu i w międzyczasie dostali całe 2 nowe książki). Serial, który jest wycofany ze stacji w trakcie sezonu (to na szczęście rzadko się zdarza). Czy blogi, które czytamy… i których autorzy nagle z dnia na dzień milkną.

Skąd nagle ten post?

Po tylu latach braku aktywności na blogu (pomijając fanpage na FB) nawet nie śmiem myśleć, że ktoś się zastanawia co się ze mną stało. Ludzie szybko zapominają – więc nawet jeśli ktoś taki był to już dawno zaprzestał takich rozważań. Gdyby dzisiejszy post miał tylko funkcję pożegnalną… pewnie by w ogóle nie powstał. Ale chciałem tutaj podzielić się swoją historią, żeby przy okazji lekko ostrzec innych.

Ponad rok temu w okolicach maja miałem zryw – kolejny zryw do biegania. Z tego co teraz pamiętam planowałem też wtedy wznowić blogowanie na ten temat. Sporo wtedy ćwiczyłem (kettlebells, siłownia, inne aktywności). Cały czas też pałętał się ze mną ból pleców. Kogo dziś nie bolą plecy? Co nie? Pewnie wtedy tak też myślałem bagatelizując problem. Problem z plecami rósł a ja, ten zwykle rozsądny człowiek, zamiast się nimi dobrze zająć, zdiagnozować co i jak łykałem prochy (bo wydawało mi się, że inne sfery życia tego ode mnie wymagają).

 

I nagle… trach. I to taki poważny trach.

Ostatni raz, kiedy biegałem to 31 maja 2018 roku. Dzień zacząłem od przebieżki w pięknych nadmorskich okolicznościach. Do tego później w planach mała wycieczka rowerowa. Około 60 km. Co to jest co nie? (tyle to się biega a nie jeździ ;) W trakcie powrotu już coś czułem, że jest nie tak. Czy to w nodze czy w plecach. Ale cóż to na pewno nic takiego. Wystarczy tylko zacisnąć zęby – nie takie bóle się na maratonach pokonywało.

I doigrałem się. Po zejściu z roweru wróciwszy do miejscowości, w której wtedy spędzałem długi weekend nie byłem w stanie się wyprostować. Co więcej przejście kilkunastu metrów wiązało się z cholernym bólem. A było co raz gorzej… z godziny na godzinę mimo przyjmowania prochów nie byłem w stanie nawet się położyć. Później ostry dyżur, SOR (pozdrowienia dla pana doktora, który powiedział „eee na pewno nie wypadł panu dysk bo bardziej by pan cierpiał”). Cała noc w szpitalach. Mimo zastrzyków bez zmian. Horror po prostu. Gdyby nie fakt, że byłem na tym wyjeździe z ówczesną dziewczyną która mi ze wszystkim pomogła… nie wiem jak to by się skończyło. Godzina spania… i tyle. Z powodu bólu nie dało się spać (mimo nieprzespanej nocy).

Dopiero w czasie kolejnych 2 dni po nagłym powrocie do Wwy, rezonansie, konsultacji „po znajomości” z neurochirurgiem było jasne co się stało. Wysunięcie dysku uciskające na nerwy. Potocznie wypadnięcie (chociaż dysk nie może tak po prostu wypaść). Stan kwalifikujący się do operacji – pewnie gdyby nie był to znajomy lekarz to od razu trafiłbym na stół operacyjny. Wybrałem leczenie zach0wawcze… w skrócie kilka tygodni na lekach – leżąc w domu, zero siedzenia, ból przez pierwsze tygodnie przy próbie wyjścia z domu. Mimo, że nie zapowiadało się… wróciłem do w miarę normalnego życia.

Do w miarę normalnego życia dlatego mimo kolejnych przymiarek do biegania, ćwiczeń, przebytych rehabilitacji mimo, że minął już ponad rok od tego wydarzenia bieganie wciąż jest dla mnie niedostępne. Mimo lekkich prób truchtu – od razu ból w plecach. Inne aktywności sportowe też ograniczone. Nie od biegania ale z innej błahej rzeczy (być może źle się schyliłem) aktualnie od ponad tygodnia leżę znowu w domu z bólem nogi.

 

Jaka jest tego przyczyna?

Nie wiem czy to siedzący tryb życia (związany z pracą biurową), którego trudno dziś uniknąć (bo mimo, że po pracy będziemy ćwiczyć to część badaczy twierdzi, że i tak 7 godzin siedzenia dziennie bardzo negatywnie wpływa na nasze zdrowie). Może to złe nawyki związane z siedzeniem. Może to kwestia genetyczna. A może przyczyniło się do tego bieganie? (zdania jak zwykle są podzielone – są biegacze, którym w niczym dyskopatia nie przeszkadza… ale trzeba pamiętać, że są też różne poziomy tego schorzenia)

Dziś na 100% nie da się stwierdzić co sprawiło, że mam takie a nie inne problemy z plecami. Nie wnikam.

Chciałbym za to do Was biegaczy i innych osób, które aktywnie uprawiają sport trafić z podwójnym apelem:

- jeśli coś boli, nieważne czy to plecy czy coś innego… nie ciśnijcie – zdiagnozujcie, wyleczcie i dopiero wracajcie do treningów (tak niby to takie oczywiste, sam wiele lat się stosowałem do tego myślenia… ale robiłem też wyjątki)

- w ramach różnych badań – jeśli czujecie jakieś bóle związane z kręgosłupem – wiem, że to raczej droższe badanie i zwykle nie ma się go w pakiecie – zróbcie chociaż na początku przygody z bieganiem rezonans magnetyczny – tak, żeby być świadomym z jakim stanem pleców rozpoczynacie przygodę ze sportem

Takie podejście z pewnością może części z Was zaoszczędzić bólu i innych problemów zdrowotnych.

 

Jak się z tym czuję?

Dziś jestem na etapie akceptacji – może być tak, że już nigdy nie będę na serio biegał (czyli myślę o czymś więcej niż jednym 15 minutowym truchcie na tydzień, o treningach pod zawody, o kolejnych maratonach). Pogodziłem się z tym. Opinie jakie słyszę od lekarzy i fizjoterapeutów są bardzo ale to bardzo podzielone – w sytuacji, kiedy mam ryzykować własnym zdrowiem wolę wziąć pod uwagę bardziej pesymistyczne podejście i aktywność sportową skupić na innych dziedzinach.

Życie może składać się z tylu różnych ciekawych doświadczeń, że spokojnie można znaleźć coś, co zastąpi bieganie. Nie jest to oczywiście proste. Myśląc o tym dzisiejszym poście mocno zakręciła mi się łezka w oku, kiedy myślałem o tym, że:

- już nigdy nie poczuję tej samej niesamowitej pozytywnej energii, jaką zawsze odczuwałem jadąc na kolejny półmaraton

- już nigdy nie poczuję tych samych endorfin, które pojawiają się po kolejnym długim niedzielnym wybieganiu

- już nigdy nie przeżyję przygody w ramach kolejnego biegu górskiego

- i wiele innych…

 

Bieganie to była piękna przygoda ale niewykluczone, że to już jej koniec. Tak samo jak koniec tego bloga.