Mały kryzys

W pracy nawał obowiązków w tym tygodniu. Do tego wątpliwości co do mojego planu treningowego. Trochę też jakby brakowało energii noworocznej… Ale może po kolei.

Jeśli chodzi o bieganie to w zeszły weekend skróciłem sobie o jeden dzień przerwę (ze względu na dolegliwości z Achillesem) i już w sobotę wybrałem się na pierwsze bieganie. Miało być 30 truchtania… ale tak dobrze mi się biegło, że wyszło w końcu ponad 40 minut. Problemy z Achillesem? Na szczęście obyło się bez problemów. W niedzielę wybrałem się na kolejne bieganie – tym razem założyłem moje Brooks Pure Connect, tak żeby rozruszać rozleniwioną ostatnio stopę (ze względu na śnieg i lód już nie pamiętam kiedy ostatnio biegałem w Pure Connectach). Tym razem wyszło 5 km, w połowie dystansu zrobiłem sobie też kilka ćwiczeń na siłę biegową. Generalnie rzecz biorąc poprzedni tydzień zaklasyfikowałem jako niebiegowy (byłem za to 2 razy na basenie i 2 razy na siłowni) – mój cały plan w związku z tym przesunął się o tydzień. Nie jest to dla mnie problem bo miałem w planie tydzień zapasu (maraton Orlenu odbywa się tydzień później niż maraton w Łodzi).

Wczoraj pierwszy raz od dawna biegałem na bieżni mechanicznej na siłowni. W 45 minut wyszło 8 km (w ciągu tych 45 km był też marsz, za to pod koniec dystansu prędkość na bieżni dochodziła do 13 km/h, co daje tempo znacznie poniżej 5 minut na km). Intensywność treningu sprawiła, że nie czułem nudy – po 20 minutach kiedy ustawiłem szybszą prędkość przesuwania taśmy musiałem być skupiony na tym żeby trzymać tempo. Trening wyczerpujący… ale później poczułem przypływ energii (przez co nie mogłem zasnąć do późna). Zniknął też w mgnieniu oka ból główy, które mi doskwierał przez cały dzień (chyba jakieś napięcie z powodu stresu w pracy). O dziwo też w czasie treningu nie odczuwałem, żeby temperatura była za wysoka… na szczęście na niektórych siłowniach panuje lekki chłodek :)

Zacząłem się ostatnio zastanawiać nad swoim planem treningowym. Czy nie biegam za mało? To jest podstawowe pytanie, które sobie zacząłem stawiać po lekturze jednego z forum dla biegaczy. Chyba jest w tym coś dziwnego jeśli stawiam sobie cel (maraton poniżej 4h), który stawiają przed sobą również osoby z kilometrażem większym o nawet 50%. Z drugiej strony mój wynik na 10 km (47:33) sugeruje, że złamanie 4 godzin jest ambitne ale realne (nawet liczydło biegowe na stronie Kancelarii Sportowej prognozuje 03:56:45, pisze nawet bo z różnych kalkulatorów właśnie to liczydło w największym stopniu uwzględnia pogorszenie się wyniku ze względu na wydłużający się dystans). Nie wiem co z tym zrobić… początkowo planowałem biegać tylko 3 razy w tygodniu, żeby mieć czas na trening uzupełniający i żeby zminimalizować ryzyko kontuzji. Teraz się zastanawiam czy nie dorzucić co 2 tygodnie jednego treningu (np. w sobotę 6 km, przed niedzielnym długim treningiem).

Dlaczego post zatytułowany jest mały kryzys? Dlatego, że czuję mały kryzys jeśli chodzi o energię w ostatnich dniach. Niby ostatnio miałem lekkie roztrenowanie z powodu choroby… a nogi zamiast nieść do przodu są takie jakby przyciężkawe. Ale nie ma co marudzić – trzeba brać się do pracy! :)

W ostatnim numerze Biegania przeczytałem tekst, który już kompletnie zachwiał moją wiarę co do możliwości wyboru dobrego planu treningowego. Otóż przytoczona była w nim teoria Matta Fitzgeralda, który twiedzi, że zawodników możemy podzielić na 4 grupy w związku z ich adaptacją do treningu i długością szczytowej formy. Są zawodnicy, którzy potrzebują stosunkowo małych i krótko działających bodźców, żeby wskoczyć na szczyt swojej formy, ale z drugiej strony są zawodnicy ktorzy potrzebują długiego okresu przygotowań. Gdyby podział dotyczył tylko 2 grup wszystko w miarę byłoby proste. Komplikacje się pojawiają gdy weźmiemy pod uwagę zróżnicowanie ludzi ze względu na długość szczytowej formy – jedni zawodnicy kiedy wskoczą na pewien poziom długo go utrzymują i następuje powolny spadek formy, drudzy z kolei momentalnie tracą szczyt swojej dyspozycji (nie zależy to od ilości treningu tylko od ich predyspozycji). I stąd wyłaniają nam się 4 grupy. Najlepiej by było gdyby się okazało, że jesteśmy zawodnikami, którzy potrzebują krótkiego treningu, który pozwala wskoczyć na szczyt formy, która utrzymuje się przez długi czas – wtedy wystarczyłby tak naprawdę krótki trening pod zawody… Najgorzej z kolei mają te osoby, których organizm potrzebuje więcej czasu, żeby skorzystać z treningu… a po zawodach szczyt formy i tak momentalnie spada.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Dlatego, żeby Was uczulić na to, że warto śledzić jak wyglądały przygotowania do zawodów, w których biliśmy rekordy życiowe (oczywiście biorąc pod uwagę inne okoliczności w trakcie dnia zawodów). Może się bowiem okazać, że dla części z nas lepsze są długie, stopniowo budujące szczyt formy przygotowania treningowe… inni natomiast powinni przykuć swoją uwagę zwłaszcza do przygotowań w ostatnich np. 8 tygodniach przed zawodami (nie twierdzę, że wcześniej nie potrzebują trenować… potrzebują, ale z mniejszą intensywnością i objętością treningu mogą osiągnąć porównywalny wynik).

W weekend bieg z okazji kolejnej edycji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Biegnie ktoś z Was?