Raport treningowy na koniec lutego

runner  Ostatnio zauważyłem, że na blogu piszę o wszystkim… tylko nie o swoich treningach. W dużej mierze było to spowodowane faktem, iż w połowie stycznia skręciłem staw skokowy. Od tego czasu dbałem o aktywność fizyczną… ale głównie ograniczała się ona do treningów na siłowni/sali do cross fitu (basen również miałem zakazany… co najwyżej delikatnie na rowerku stacjonarnym kręciłem).

Po 4 tygodniach przerwy od biegania 8 lutego wybrałem się na bieżnię mechaniczną. Pierwsze dwa treningi na bieżni mechanicznej – w sumie wydawało mi się, że z formą nie jest źle. Rozczarowanie przyszło, kiedy po paru dniach wyszedłem na prawdziwy trening (czyli na dwór). Okazało się, że jestem strasznie pospinany (nawet nie było jak rozciągać lewej nogi ostatnio więc zaniedbałem i prawą) – przez to moja technika biegu znacznie ucierpiała. Co więcej – uciekła niestety forma… Wdrażam się powoli – najpierw zrobiłem 5 km, na kolejnym treningu 8,5 km (ale oczywiście z przerwami), w ostatni wtorek zaliczyłem 10 km (też oczywiście z przerwami w trakcie biegu). W międzyczasie jeszcze w moim życiu osobistym wydarzyły nieprzyjemne rzeczy, które z jednej strony odebrały mi czas a z drugiej strony pozbawiły energii do ćwiczeń (wczoraj jak wróciłem do domu koło 18:30 to już mogłem się spokojnie położyć spać). Do tego wszystkiego w poniedziałek okazało się, że prawdopodobnie muszę pożegnać się ze startem w Chudym Wawrzyńcu bo jestem na końcu listy rezerwowej (pech w losowaniu)…

Wszystko to oznacza… no wbrew pozorom nie pogorszyło mi to specjalnie humoru :) Bo tak naprawdę oznacza to, że muszę trochę zrewidować swoje plany startowe i cele, ale to nie jest największy problem w życiu :) Dlatego też prawdopodobnie zamiast startu w maratonie Orlenu zaliczę Półmaraton Warszawski (i jak forma pozwoli to będę walczył o poprawę z 1:49 na czas poniżej 1:45). Później w kwietniu… czekajcie! Właśnie z tego wszystkiego sobie przypomniałem, że w najbliższą sobotę Bieg Wedla – na szczęście zgłosiłem się z tej okazji na krótki bieg na orientację… więc przy obecnej formie mogę wystartować. Ale wracając do kwietnia… o kwietniu jeszcze nie myślałem, ale gdyby udało się odbudować formę to potencjalnie jest maraton w Szczawnicy (do przebiegnięcia bez napinki). Później w maju Ekiden z Blogaczami i debiut w triathlonie w Piasecznie. Więc jest po co trenować :) A jak Wasze postępy w treningach? Zadowoleni z formy? :)