2014 – lista chęci

4721798240_0beb2a46abW obecnych czasach większość osób narzeka na szybko upływający czas. Sen, praca, dom, sen praca, dom, sen, praca, dom… i tak w kółko. Wszystko to sprawia, że kolejne tygodnie przelatują nawet nie wiadomo kiedy… Zaczynamy kolejny rok kalendarzowy stąd jest dobry moment, żeby się zatrzymać… wziąść oddech i się spytać samego siebie: co chciałbym osiągnąć w najbliższym czasie? Nie chodzi tutaj o wyzwania noworoczne tudzież postanowienia noworoczne, które próbujemy sobie na siłę narzucić. Nie mam na myśli planów – te można ułożyć, kiedy już wiemy co tak naprawdę chcielibyśmy zrobić. Plany poza tym brzmią tak jakoś… poważnie. Może zbyt poważnie biorąc pod uwagę, że owszem pewne rzeczy możemy planować (nikogo bynajmniej nie zniechęcam do planowania!) ale czasem życie może nam wszystko pokrzyżować…

Dlatego warto sobie postawić pytanie co chciałbym w tym roku?

Ja chciałbym spróbować:

biegania na orientację – pierwszy krok w tym celu już poczyniłem – przy okazji Biegu Wedla jest organizowany również bieg na orientację. Mały bo mały, na łatwej trasie… ale od czegoś trzeba zacząć :)

biegania na nartach - jak tylko spadnie śnieg ruszam do pobliskiej wypożyczalni i sprawdzam z czym to się je ;)

zrobić kaloryfer – o tym pisałem już wczoraj pokrótce na Facebooku. Razem ze szwagrem chcemy wyrobić sobie ładne mięśnie brzucha. Dajemy sobie 6 miesięcy. Na początku lipca możecie się spodziewać zdjęć pokazujących co mnie udało się (bądź nie) przez ten czas zrobić

cross fitu - jakiś czas temu próbowałem zająć w stylu „trening fukcjonalny” – podobało mi się. Kusi mnie żeby spróbować jeszcze czegoś więcej :)

triathlonu – jeszcze niedawno podchodziłem do triathlonu z myślą: ale przecież ja nie mam czasu na treningi. Owszem na całego Ironmana się nie przygotuję. Na połówkę też byłoby ciężko (żona by z domu wyrzuciła ;) Ale skoro organizują w niedalekim Piasecznie w maju zawody na 1/4 dystansu (niecały kilometr pływania, 45 km na rowerze, a później około 10 km biegu) to czemu by nie spróbować? Jak to mówią „dla funu” bez ciśnienia na wynik. W tym celu muszę poprawić kraula… z bieganiem jakoś pójdzie… na rowerze kiedyś startowałem w cięższych wyścigach.

biegania po górach (a może nawet ultra) - ostatnimi czasy zauważyłem, że więcej frajdy sprawiają mi zawody w warunkach trailowych (Falenica, Winter Mienia Trail) stąd pomysł w 2014 roku na maraton górski… a właściwie na małe ultra (Chudego Wawrzyńca w sierpniu). I znów bez spinania się na określony wynik. Raczej dla sprawdzenia się, dla przeżycia czegoś, dla posmakowania nowych wrażeń.

I tak wygląda ta lista. Nie jest specjalnie przeładowana. Nie jest nierealna, ale zarazem na tyle ambitna że będzie mnie motywować do treningów. A co najważniejsze jest moja. Bo zawiera to, co chciałbym zrobić… nie dlatego, że tak wypada, nie dlatego, że inni ode mnie tego oczekują, nie dlatego, że chcę być tacy jaki inni (nie jest to na pewno najważniejsze)… ale dlatego bo tak chcę. Dlaczego? To już mniej ważne ;)

A kiedy Wy sobie myślicie o 2014 roku… to co chcecie?