2 miesiące bez mięsa

foodJak pewnie część z Was pamięta mniej więcej w połowie stycznia przestałem jeść mięso (czerwone, drób etc. ale czasem tzn. raz na 2 tygodnie zdarza mi się zjeść ryby/owoce morza). Co od tego czasu się zmieniło? Czy nastąpiła jakaś cudowna przemiana? :)

Pierwsza rzecz jaka mi przychodzi do głowy, kiedy myślę o ostatnich 2 miesiącach to fakt, że przestałem się pojawiać w fast foodach. Wcześniej rzadko, bo rzadko, ale jednak zdarzało mi się po piwie zjeść kebaba, pójść do KFC (kiedy musiałem zjeść coś w pośpiechu). Były to sporadyczne sytuacje, ale z pewnością dobrze, że udaje mi sie ich unikać :)

Druga rzecz o której sobie pomyślałem to fakt, że zmiana diety wymagała ode mnie a właściwie zachęciła mnie do częstszego gotowania. Dla przykładu: chyba pierwszy raz w życiu upiekłem ciasto (najpierw wege brownie, później wege zebrę) i okazało się, że pieczenie ciast to nic strasznego ;) W tygodniu z braku czasu raczej rzadko gotuję, częściej w weekendy. Jedno z ciekawszych dań na które natrafiłem (i serwowałem również gościom) to kokosowy dal z czerwonej soczewicy. Przepis tutaj w serwisie Jadlonomia. Jeśli ktoś z Was lubi indyjskie, ostre potrawy na pewno zasmakuje w tym daniu :)

Trzecia rzecz… co się dzieje z wagą? Wagę od początku roku trzymam mniej więcej na tym samym poziomie (co najwyżej nastąpił spadek z 83 na 82 kg, ale to może kwestia tego że robi się cieplej). W połowie stycznia robiłem pomiar poziomu tkanki tłuszczowej i procentowej zawartości mięśni w organizmie… chyba czas powtórzyć ten pomiar, żeby zobaczyć czy w międzyczasie nastąpiły jakieś zmiany :)

Po czwarte – wpływ na bieganie. Czy zmiana diety jakoś wpłynęła na moje osiągi bądź przyspieszyła renegerację? Takie rzeczy bardzo trudno zmierzyć – opieranie się na subiektywnych odczuciach bywa złudne. Zobaczymy po niedzielnym półmaratonie czy przy nieznacznie większym kilometrażu uda mi się zejść z 1:49:33 poniżej 1:45 :) (choć jeśli uda mi się tak poprawić życiówkę to być może będzie to znaczyło, że inne zajęcia na które ostatnio uczęszczałem np. crossfit mogły mieć na to wpływ) Jeśli chodzi o moje odczucia mam wrażenie, że poprawiła się renegeracja mojego organizmu – ale to może kwestia tylko przyzwyczajenia się do reżimu treningowego.

Zdrowotnie jakieś zmiany? To na co zwróciłem uwagę, to fakt, że już od kilku miesięcy (odpukać w niemalowane) nie byłem przeziębiony. Wcześniej każdej zimy co chwilę miałem problemy z bolącym gardłem czy katarem. A powody do przeziębienia są – w momencie kiedy lata się bez czapki, wychodzi się po basenie na mróz czy po innym treningu w zamkniętym pomieszczeniu. Nie wiem czy miałem farta, czy może fakt, że jem więcej warzyw zwiększył moją odporność. Na podstawie jednej zimy nie chcę formułować kategorycznych wniosków. Zobaczymy czy sytuacja się powtórzy za rok :)

Dla części osób kluczowe może być pytanie: czy nie tęsknię za mięsem? Czy trudno jest wytrzymać bez jedzenia mięsą? Szczerze pisząc jest łatwiej niż się spodziewałem. Myślałem, że będę miał większe z tym problemy i że będą mi tak jak niektórym osobom śnić się steki. Okazało się, że zmiana diety na bezmięsną nie jest taka wymagająca. Najtrudniejszy jest ponoć pierwszy etap. Dlaczego? Nasz organizm i nasza flora bakteryjna jest przyzwyczajona do określonego typu pożywienia. Jeśli jemy dużo słodyczy i fast foodów to nasz organizm się domaga ich jeszcze więcej. Jeśli jemy więcej warzyw to z czasem nasz organizm się przestawia i nagle zaczynamy nabierać ochotę na warzywa. Zmienia się też nasz smak.

Badania dowiodły, że napoje gazowane wypaczają, a dokładniej pisząc znieczulają nas na bodźce smakowe. Czym więcej pijemy coli tym więcej potrzebujemy mocno doprawionych i słonych rzeczy. Podobnie jest z jedzeniem. Przyzwyczajenie do fast foodów sprawia, że możemy mieć problem z docenieniem bardziej subtelnych smaków. Nadużywanie cukru sprawia, że musimy słodzić jeszcze więcej… natomiast (co pewnie dla wielu z Was nie jest niespodzianką) w momencie, kiedy odstawimy cukier okazuje się, że wiele posiłkow jest dla nas zdecydowanie zbyt słodkich. Ja kawy w ogóle nie słodzę, za to przez długi czas lubiłem słodzić herbatę. Ale od pewnego czasu coraz rzadziej słodzę herbatę… i powoli się przekonuję, że również niesłodzona herbata mi smakuje :)

Podsumowując póki co ze swojego eksperymentu żywieniowego jestem zadowolony :) Jestem też świadomy, że na pewne efekty trzeba trochę dłużej poczekać. Z drugiej strony też mam świadomość, że parę miesięcy muszę się przebadać, żeby zobaczyć czy nie mam problemów z dostarczaniem żelaza przy nowej diecie (osoby, które nie jedzą mięsa zwykle największe problemy mają z niedoborem witaminy B12 – tę zgodnie z zaleceniem dietytyka suplementuję).

Photo Credit: faith goble via Compfight cc