O perypetiach z Achillesem

Jak pech to pech. Straciłem dopiero co tydzień z powodu przeziębienia. A wygląda na to, że stracę kolejny tydzień (mam nadzieję, że tylko tydzień) z powodu ścięgna Achillesa. Nigdy wcześniej nie miałem specjalnych problemów z tym ścięgnem – z 2 może 3 razy czułem to ścięgno wstając rano z łóżka (ale to było ponad 6 miesięcy temu), kiedy indziej słyszałem lekkie strzelanie w jego okolicach… ale generalnie rzecz biorąc Achilles nigdy dotąd nie strajkował.

Zastrajkował za to wczoraj. Wybrałem się na 60 minutowe bieganie. Spotkałem w czasie biegu znajomego biegacza z kolegą więc się do nich dołączyłem. Biegliśmy po śliskiej nawierzchni… i chyba to spowodowało, że od razu po biegu czułem silne napięcie w okolicach Achillesa (w prawej nodze, lewa całkowicie w porządku). Standardowe rozciąganie niewiele pomogło.

Niezwłocznie sięgnąłem po Lore of Running Tima Noakesa, żeby sprawdzić co on poleca w przypadku problemów z tym ścięgnem. W moim przypadku kontuzję można zaklasyfikować jako kontuzję pierwszego stopnia (a więc ogranicza się ona do napięcia po wstaniu rano z łóżka, w czasie biegu nie czułem problemów z Achillesem). W tym przypadku wskazana jest tygodniowa przerwa od biegania, rozciąganie łydki (około 20 minut dziennie), ćwiczenia wzmacniające – ekscentryczne i przede wszystkim schładzanie (cold packiem, co zresztą robię nawet w trakcie pisania tego posta). Leki można w zasadzie sobie odpuścić bo działanie leków przeciwzapalnych nie zostało naukowe potwierdzone. Noakes radzi, żeby pieniądze zaoszczędzone na lekach raczej przeznaczyć na nowe buty… zresztą w pierwszym kroku doradza żeby przede wszystkim się zastanowić co było powodem kontuzji (żeby walczyć nie tylko z objawami ale i przyczynami).

Poszperałem trochę jeszcze w Internecie na temat tej kontuzji. Problemy z Achillesem to poważna sprawa – lepiej jej nie bagatelizować, bo można się doprowadzić do chronicznego stanu zapalenia, które może skutkować nawet 6 miesięczną przerwą od biegania! Zamiast biegania można pływać… ale tylko kraulem, na plecach (żabka jest odradzana). Rower – w zasadzie też raczej jest odradzany. Polecane są podpiętki do butów, na czas leczenia kontuzji… z tym, że tutaj spotkałem się z różnymi radami – podobno póki nie ma stanu zapalenia nie są one wskazane.

Ja póki co decyduję się na tygodniową przerwę. W tym czasie zamierzam przede wszystkim schładzać ścięgno. Po paru dniach jeśli miną dolegliwości zamierzam dołożyć rozciąganie (jeśli nie miną może to oznaczać poważniejsze problemy… a w takich przypadkach lepiej samemu nie decydować czy rozciąganie jest wskazane czy nie). Dziś byłem na basenie i siłowni, żeby nie tracić formy. Tygodniową przerwą aż tak się nie przejmuję… boję się tylko, żeby to nie było coś poważniejszego.

A Wy mieliście do tej pory jakieś problemy z tym ścięgnem? Jak sobie z nimi radziliście?