Haruki Murakami „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”

Książka Łukasza Grassa, z której lektury wrażenia opisywałem parę dni temu, jest reklamowana jako polska odpowiedź na pozycję „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” autorstwa chyba najbardziej znanego w Polsce japońskiego pisarza Harukiego Murakamiego. Stąd po lekturze „Trzech małp” z ciekawością sięgnąłem po książkę zagranicznego autora. Nie wiem czy powinienem ją opisywać w porównaniu z książką Grassa… ale porównania nasuwają mi się same.

„O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” to historia tego jak zaczynał, a później rozwijał swoją przygodę z bieganiem Murakami. Ma on co nie co przemyśleń na ten temat, bo zaczynał biegać na początku lat 80 tych XX wieku. Książka tak naprawdę składa się z przeredagowanych notatek z różnych momentów czasowych. Murakami opisuje w niej nie tylko swoje treningi i przygotowania do maratonów (a trochę ich już przebiegł, gdyż każdego roku stara się zaliczyć jeden bieg na dystansie 42 195 m), ale także to, jak bieganie łączy się z jego charakterem i filozofią życia.

Parę lat temu, gdy jeszcze nie biegałem a słyszałem o tej książce zastanawiałem się – o matko, jak można napisać 200 stron o bieganiu? Teraz po lekturze muszę przyznać, że Murakami nie leje wody, nie rozwleka niepotrzebnie pewnych fragmentów – to sprawia, że książkę dobrze się czyta. Z drugiej strony po jej lekturze, nie mam również wrażenia niedosytu jak to było po lekturze „Trzech małp” (może dlatego, że Grass na niespełna 170 stronach opisuje również polski świat mediów).

Porównując historie opowiedziane przez Murakamiego i Grassa o dziwo mam wrażenie, że ta pierwsza wydaje się być bardziej realistyczna (piszę o dziwo, bo obawiałem się znając inne książki Murakamiego transcendentalnych, nierzeczywistych wtrętów i obrazów). Grass z osoby, która ma problemy z nadwagą, nagle przeistacza się w sportowca, który na trening przeznacza niemal cały swój wolny czas i osiąga bardzo dobre wyniki w swoich pierwszych zawodach triathlonowych. Po drodze właściwie nie spotykają go trudności. Z kolei Murakami wspomina, że często musi się po prostu zmusić do biegania, pierwsze kroki jak dla wielu biegaczy nie przychodzą mu z łatwością. Również po forsownych zawodach zdarza mu się biegać mniej przez co odpoczywa psychicznie od biegania (podobną zależność zauważyłem u mnie). Żeby wystartować w triathlonie też musiał się sporo napracować – pisze, że przez ponad 2 lata szukał odpowiedniego trenera pływania. Krótko mówiąc Murakami wydaje się być taki bardziej „ludzki” i przypominać przeciętnego biegacza.

Czy warto sięgnąć po „O czym mówię…”? Warto. Zdecydowanie polecam tę pozycję osobom, które chciałyby poczytać o bieganiu a już mają dość wertowania kolejnych książek o technice biegania, metodach treningu etc.