Julita Bator „Zamień chemię na jedzenie” – recenzja

Bator_Zamienchemienajedzenie_500pcxW okolicach świąt podzieliłem się z Wami (przez fan page na Facebooku) informacją o ciekawej książce na temat zdrowego odżywania się. Książka mnie wciągnęła, ale przez inne obowiązki (no dobra nie tylko obowiązki) skończyłem ją czytać dopiero wczoraj. Recenzja już dziś… bo chcę Wam jak najszybciej zarekomendować tę pozycję :)

„Zamień chemię na jedzenie” opowiada historię Julity Bator i jej dzieci. Historia ta jest związana z ciągłymi, męczącymi infekcjami i chorobami dzieci autorki. Przez długi czas zastanawiała się ona co sprawia, że jej dzieci są tak podatne na wszelkiego rodzaju zarazki i wirusy (przez które średnio raz w miesiącu musiały zostawać w domu). Najłatwiej tego typu problemy tłumaczyć genami, wrodzonym brakiem odporności etc. W pewnym momencie zupełnie przypadkowo autorka książki zorientowała się, że być może związek z brakiem odporności ma żywność, którą serwuje dzieciom. To sprawiło, że zaczęła się wgłębiać w temat żywienia. Zaczęła wertować książki o odżywianiu. Przeglądała namiętnie etykiety sklepowe a później w Internecie sprawdzała wpływ poszczególnych składników. Wreszcie sama eksperymentowała. Wszystko to sprawiło, że zebrała naprawdę cenną wiedzę, którą dzieli się z nami w „Zamień chemię na jedzenie”.

Podstawowa teza autorki jest następująca: obecnie produkowane masowo pożywienie poprzez specyfikę swojej produkcji (masowość) jest pełne chemii, konserwantów, które bezpośrednio się przyczyniają do problemów zdrowotnych. Tak wszyscy to wiemy – pomyśli sobie pewnie nie jeden czytelnik tej recenzji i zaraz się zacznie zastanawiać czy nie zamknąć tej zakładki w przeglądarce. Chwila! Poczekaj jeszcze moment! To, że napoje gazowane są pełne chemii to jest oczywiste… ale czy zastanawiałeś się kiedyś, czy bakalie, które kupujesz są rzeczywiście takie zdrowe? Ja się mocno zdziwiłem, kiedy zobaczyłem, że rodzynki które miały być dla mnie zdrową przekąską zastępującą słodycze zawierają E220 (dwutlenek siarki, który nie jest obojętny dla naszego organizmu). Czy pomyślałeś kiedyś, że owoce i warzywa, które są przecież rzekomo najzdrowsze, również mogą być pokryte chemią (pestycydami)? To nie oznacza, że mamy przestać kupować owoce i warzywa :) Wiąże się z tym raczej inny morał: należy kupować warzywa i owoce sezonowe (czyli truskawki kupujemy w czerwcu kiedy jest na nie sezon, a nie sięgamy po importowane produkty, które ze względu na transport, muszą zostać wzbogacone chemią), najlepiej od lokalnych rolników (czyli chociażby na targu).

W swojej książce Bator omawia różne kategorie produktów od słodyczy, nabiału, przez mięso (tutaj pewnie wielu osób będzie zaskoczonych bo Bator wcale nie promuje wegetarianizmu), przetwory, warzywa, owoce, po napoje czy nawet karmę dla zwierząt. W każdym z rozdziałów wymienia różnego rodzaju substancje, z którymi możemy się zetknąć kupując dane produkty i za pomocą prostego opisu (symbol plusa, minusa lub wykrzyknika) wskazuje na ile dana substancja jest dla nas niebezpieczna. Książkę bardzo dobrze się czyta bo każdy rozdział prezentuje osobiste doświadczenia autorki (w jaki sposób np. szukała w dużym mieście jakim jest Kraków dostępu do zdrowego mięsa) i jej przemyślenia. Ponadto zamieszcza proste przepisy na potrawy, składniki zastępujące masową żywność (np. jak przygotować samemu kefir, jak zrobić słodycze bez chemii, w jaki sposób przygotować domowy ketchup).

Bator sobie postawiła jeden ważny cel przy tworzeniu książki: żeby nie puścić swojego czytelnika z torbami. W swoich przepisach podaje produkty łatwo dostępne, tanie. Nie rekomenduje jak wielu zagranicznych autorów tworzenia potraw ze spiruliny, nasion szałwi hiszpańskiej czy innych egzotycznych dodatków (które na pewno są zdrowe, ale jednocześnie dość drogie). Jednocześnie walczy z mitem odnośnie ceny zdrowego odżywiania – trafnie wskazuje, że rośliny strączkowe (które powinny jej zdaniem być jednym z głównych składników diety) czyli takie jak np. soczewica, groch, ciecierzyca są naprawdę tanie.

To, co doceniam w „Zamień chemię…” to styl pisania. Autorka nie poucza nas, nie objawia jednej „najprawdziwszej prawdy”. Opisuje swoje doświadczenia i przemyślenia ze świadomością, że może się mylić. Ponadto doceniam jej wielowymiarowe myślenie, które objawia się choćby w tych fragmentach książki, w których opisuje jak przekonać dzieci do zdrowego jedzenia (pokazuje np. przykłady przemycania zdrowych składników do jedzenia dla dzieci).  Na plus należy zaliczyć również filozofię wprowadzania zmian w diecie: Bator zaleca, żeby stopniowo zmieniać swój styl gotowania i żywienia.

Dla wielu osób wiedza zawarta w tej książce może nie być czymś nowym. Mnie jednak otworzyła oczy na pewne sprawy (wcześniej miałem podejście, które wyglądało bardziej w stylu „no cóż żywność jest pełna chemii, ale dotyczy to niemalże wszystkich produktów… i jakoś z tym trzeba żyć”). Teraz idąc do sklepu mam trochę większą wiedzę na temat różnych konserwantów. Kiedy, kupuję np. masło to sprawdzam zawartość tłuszczu (coś o czym wcześniej w ogóle nie myślałem). I sam planuję zrobić w najbliższych dniach domowy ketchup. I to jest najlepsza rekomendacja dla autorki! Gorąco polecam lekturę tej książki :)