Kilian Jornet „Biec albo umrzeć” – recenzja

kilianJuż po przeczytaniu wstępu do „Biec albo umrzeć” wiedziałem, że będę do tej książki wielokrotnie jeszcze wracał. Dlatego, że dwie pierwsze strony książki są mega motywujące do treningu i ciężkiej pracy. Więc w razie gdybym kiedyś łapał lenia spróbuję sięgnąć po „Biec albo umrzeć” – może uda się zwalczyć tego lenia.

Kilian Jornet to dwudziestokilkuletni hiszpański biegacz. Jest specjalistą do biegów ultra i od biegania po górach. Jego wyniki (zwłaszcza sposób w jaki bije rekordy, których nikt nie był w stanie pobić przez kilkanaście wcześniejszych lat) sprawiają, że może nam się wydawać, że jest to człowiek nie z tej planety. Kiedy jednak prześledzimy jego dzieciństwo i jego aktywności w tym czasie (z tego co pamiętam mając dopiero 6 lat już zdążył się wspiąć z rodzicami na swój pierwszy czterotysięcznik) powoli zaczynamy rozumieć, dlaczego przeciętny śmiertelnik nie może się z nim mierzyć.

W „Biec albo umrzeć” Kilian opowiada o swoim dzieciństwie, o tym jak wyglądają jego przygotowania do startów… i wreszcie opisuje jak wyglądały jego udziały w zawodach i próby bicia rekordów (np. w wbiegu na Kilimandżaro). Przedstawia przy tym swoją filozofię życia i podejście do treningu (w skrócie: jeśli chcesz być najlepszy musisz całe swoje życie podporządkować bieganiu). To, co według mnie warto sobie zapamiętać to, że „przegrywamy wtedy, kiedy przestajemy czerpać przyjemność z biegania„.

Kilian pisze w bardzo obrazowy i sugestywny sposób. Chyba jeszcze nie zetknąłem się z książką, w której tak ciekawie opisywane by były starty w zawodach. Zastanawiam się tylko czy Kilian pisał sam tę książkę, czy korzystał z usług jakiegoś ghost writera (dlatego, że książka po prostu jest zbyt dobrze napisana jak na sportowca… jeśli to Kilian tak sprawnie włada piórem to wyrazy uznania).

„Biec albo umrzeć” to jedna z ciekawszych książek o bieganiu wydanych w przeciągu ostatnich 2 lat. Gorąco polecam :)

AKTUALIZACJA (22 listopada 2013): Swoimi wrażeniami z lektury książki podzieliła się ze mną Ania Olszanko, która wygrała egzemplarz „Biec albo umrzeć” w konkursie na moim blogu:

Wstęp do książki, czyli manifest skyrunnera ścisnął mnie za gardło i za trzewia, gdy kołysałam się w zapchanym tramwaju w drodze do domu. Aż musiałam mocno zamrugać oczami, by przegonić ze dwie łezki wzruszenia. Mieszczuch musiał się w jednej chwili zastanowić nad tym co do tej pory robił i z jakim zaangażowaniem. Już wiedziałam, że książka będzie dobra. Równie dobra jak „Jedz i biegaj” Scotta Jurka. A może i jeszcze lepsza. Szczególnie, że od razu wypchnęła mnie na wieczorny trening. Co prawda nie po górach i lasach, a po niekoniecznie równych płytach chodnikowych ;-) ale pobiegłam ile sił w nogach i płucach.
Dalsza lektura była równie przyjemna i dająca mocno do myślenia. Fascynujący jest sposób, w jaki Kilian zarządza swoim ciałem i umysłem – to coś do czego dążę od dawna, ale nie sądziłam że można to rozwinąć do takiego poziomu i w takich warunkach jak on. Szacun. To nakazywanie mięśniom i ścięgnom tytanicznej pracy, pilnowanie umysłu, by omijał sygnały bólu i pracował jeszcze mocniej razem z ciałem, i wreszcie ta fascynująca współpraca, współistnienie z otaczającą przyrodą, ten zachwyt nad cudami natury i świata wokół. Cudo, na pewno przeczytam jeszcze kilka razy (podobnie jak „Jedz i biegaj”).

I na koniec parę filmików z Kilianem (które na pewno zachęcą do przeczytania książki :) ).

Na pierwszym z nich opowiada o swoich przygotowaniach do biegów ultra:

Tutaj możecie zobaczyć jak wyglądało zbieganie Kiliana ze szczyut Matterhorn:

I fragmenty podbiegu pod Kilimandżaro:

To wszystko robi wrażenie, co nie? :) Jeśli chcecie lepiej poznać Kiliana to polecam sięgnąć po artykuł z listopadowego numer miesięcznika Bieganie (choć dla osób, które przeczytały książkę nie będzie to zbyt odkrywczy tekst).