Aktywny tydzień

Gdyby każdy mój tydzień był tak aktywny jak ostatni to forma by szybko rosła w górę :) Zeszły tydzień kończył się pod znakiem Biegnij Warszawo. Zazwyczaj po zawodach na kilka dni mam mały odrzut od biegania – to w sumie nic złego, bo to szansa dla organizmu żeby się dobrze zregenerować. Tym razem było jednak inaczej… Niedzielny wynik, z którego nie byłem specjalnie zadowolony zmotywował mnie do treningów.

W poniedziałek z ciekawości wybrałem się na zajęcia do jednego z klubów fitness  na zajęcia nazwane „Treningiem funkcjonalnym”. Były prowadzone przez trenera, który m.in. jest także trenerem boot camp ( o boot campie można było przeczytać między innymi w ostatnim numerze Biegania). Ciekawe zajęcia – sporo pracy na ciężarze własnego ciała, różne ćwiczenia, w których pozycją wyjściową jest tzw. plank, różnego rodzaju przysiady, rozciąganie dynamiczne, ćwiczenia wzmacniające korpus… czyli masa ćwiczeń przydatnych dla biegacza :) Po pierwszych ćwiczeniach stwierdziłem, że zapisują się na kolejne zajęcia :)

Wtorek to pierwsze bieganie po zawodach… w planach 60 minut – wychodząc na trening (obolały po poniedziałkowych ćwiczeniach) stwierdziłem, że będzie dobrze jak zaliczę chociaż 30 minut, Jak się już dobrze rozgrzałem i zobaczyłem, że biegnie mi się wyjątkowo dobrze to te 30 minut w końcu się rozrosło do ponad godziny.

Środa – kolejne zajęcia „Trening funkcjonalny” – tym razem zajęcia z różnego rodzaju przyrządami (piłki, taśmy, berety) – zupełnie inny przebieg zajęć niż w poniedziałek ale równie ciekawy.

Czwartek – rano zgodnie z planem 45 minutowy trening z wplecionymi interwałami lub podbiegami (zależnie od tygodnia). Ojj byłem obolały po paru poprzednich dniach… ale zwlokłem się rano z łóżka i zaliczyłem trening. Zamiast 45 wyszło 40 minut, w tym 2 interwały po 800 m, z przerwą w truchcie (również 800 m) i ostatni interwał 400 metrowy. Trochę przesadziłem z tempem, więc czułem się mocno sponiewierany w czasie treningu.

Piątek – czas na odpoczynek.

warszawa Sobota – dość spontanicznie pobiegłem w teście Coopera. Wiedziałem wcześniej, że taki test będzie się odbywał w tę sobotę… ale  wszystko jakoś zniechęcało mnie do udziału w nim. Piątkowe piwo ze znajomymi, lekkie przeziębienie, spięcie w plecach po paru aktywnych wcześniejszych dniach.  Ale co tam – test Coopera to tylko 12 minut biegu ;) Wybrałem się na warszawską Skrę, trochę się spieszyłem, dlatego nie czekałem na późniejszy start, tylko jeszcze w sumie średnio rozgrzany wystartowałem w pierwszej nadarzającej się sesji.  Źle się ustawiłem do startu… przez co musząc wyprzedzać po zewnętrznej nadrobiłem ładnych kilka metrów. W mojej grupie startowało kilkanaście osób – 3 ruszyły tempem zdecydowanie szybszym ode mnie, reszta z kolei biegła zdecydowanie wolniej. Przez to przez większość biegu biegłem sam. Po pierwszym kilometrze kiedy Garmin pokazał 3:50 (przy okazji mój nowy rekord na 1 km), miałem tylko nadzieję, że wytrzymam dalsze tempo. Po mniej więcej dwóch, trzech okrążeniach wyprzedziłem chłopaka, który początkowo tak mocno wyrwał się do przodu – sił starczyło mu tylko na parę minut biegu. Drugi kilometr 3:54 (ale ten międzyczas sprawdziłem dopiero dzisiaj). Końcówka biegu sprintem i udało się pokonać ponad 7 okrążeń (dokładnie 2820 metrów). Następnym razem muszę lepiej się ustawić bo z kolei Garmin pokazał 3060 metrów (a więc według niego biegłem w średnim tempie poniżej 4 kilometrów na minutę… a więc całkiem przyzwoicie). Wiadomo zawsze są jakieś przekłamania, ale wygląda na to, że minimalnie i tak przebiegłem z 2900-2950 metrów. Biorąc pod uwagę mój wiek mój wynik według tabelki należy zaklasyfikować jako bardzo dobry. Na kolejnym teście Coopera będę walczył o 3 kilometry :) Ktoś z Was też zaliczył test Coopera w sobotę?

Niedziela – w planie tygodniowym weekend to czas na długie wybieganie. Po powrocie do regularnego biegania powoli staram się zwiększać kilometraż, więc tym razem w planach tylko 60 minut. Wyszło 55 minut, w większości po lesie, tempo ślimacze (średnio kilometr w ponad 6 minut), ale po tym aktywnym tygodniu nie było sensu szarżować.

Cały tydzień – łącznie 30 km.

Wszystko dobrze… poza wagą, która jakby się uparła i wciąż pokazuje wynik w granicach 84 kg (a jeszcze parę miesięcy temu utrzymywałem wagę w okolicach 80 kg).

Jutro (tj. z poniedziałku na wtorek… czyli właściwie już pojutrze) ruszają o 00:00 zapisy na Bieg Niepodległości w Warszawie! 12 tysięcy pakietów… więc chyba nie powinno być problemów z zapisaniem się, ale na wszelki wypadek Wam przypominam o tej imprezie. Ktoś z Was wybiera się na ten bieg?