Niecałe 13 tygodni do maratonu

Jak ten czas szybko leci – patrząc w kalendarz sobie uświadomiłem, że zostało niecałe 13 tygodni do maratonu.13 tygodni to bardzo mało. Biorąc pod uwagę, że nie w każdy weekend można zrobić naprawdę długie wybieganie to tych długich wybiegań powyżej 1,5 godziny zgodnie z planem zostało już tylko 3… Niecałe 13 tygodni do maratonu naprawdę mobilizuje do treningu – wczoraj kompletnie nie chciało mi się wyjść z domu, ale kiedy sobie przypomniałem o tych 13 tygodniach musiałem wyjść. Plany treningowe krzyżuje trochę zima – na ten weekend miałem zaplanowane 2,5 godzinne wybieganie – tylko jak je zrobić na świeżym powietrzu skoro zapowiadana temperatura w weekend ma spaść do minus 25 stopni??! W ostatni weekend zrobiłem dłuższy bieg (80 minut) na siłowni…. o ile krótsze bieg są dopuszczalne o tyle powyżej godziny robi się MĘCZARNIA. Jak na złość w czasie biegu zrobiły mi się odciski, co też nie uprzyjemniało treningu.

Wczoraj na trening w końcu wyszedłem… ale ile za to się namęczyłem. Pewnie to kwestia biegu w głębokim śniegu przez prawie 2 kilometry. Pozostałe kilometry również w większości po śniegu. W sumie wyszło 7.30 km w mniej więcej 45-46 minut. Denerwuje mnie ostatnio jedna rzecz. Parę miesięcy temu kupiłem sobie opaski na uda firmy Compressport. Do tej pory wszystko było ok, ale w czasie ostatnich paru biegów opaski zaczęły się zsuwać (schodzić wręcz na kolana). Nie dość, że to irytuje to jest to również problematyczne bo trudno mając na sobie długie legginsy podciągnąć te opaski wyżej. Nie wiem tylko na ile to kwestia opasek… a na ile problem leży po mojej stronie.

Piszę problem… ale chyba to jednak nie jest problem. Ostatnio moja waga poleciała w dół. Do tego stopnia, że w poniedziałek ważyłem już mniej niż 79 kg (ostatnio taki wynik na wadze widziałem…. chyba 4 lata temu). Miałem Wam raportować jako idą moje wyzwania – ograniczenie słodyczy i alkoholu. Słodycze ograniczyłem… ale nie do tego stopnia, że jem je tylko raz w tygodniu. Więc póki co nie sprostałem swojemu wyzwaniu… ale z drugiej strony słodyczy jem mniej i od razu to widać na wadze (po świętach już niebezpiecznie zbliżałem się do 83 kg). Wyzwania w każdym razie nie zamierzam porzucać. O ile ze słodyczami jakoś idzie… o tyle muszę Wam się przyznać, że ograniczenie alkoholu kompletnie nie wypaliło. Może dlatego, że w ostatnich tygodniach staram się bardziej udzielać towarzysko (i jak się idzie do knajpy to dziwnie siedzieć przy wodzie czy coli kiedy inni piją piwo). Może też dlatego, że z żoną zrobiliśmy nalewkę na bazie miodu i cytryny (pyszna!)?

Nie wiem na ile wczorajsze zmęczenie to kwestia trudnych warunków pogodowych… a na ile bunt mojego organizmu. Wczoraj po pokonaniu tych 7 km czułem się zmęczony, nie zachowywałem już odpowiedniej postawy biegowej, brakowało mi luzu… wszystko wygląda w ten sposób jakby mój organizm chciał powiedzieć: „halo, halo… jaki maraton? Poniżej 4h? Ciesz się jak w ogóle przebiegniesz!”.

Na razie się nie martwię… forma ma przyjść na kwiecień :) Trzeba tylko będzie się zastanowić czy na pewno nastawiać się na złamie 4:00 czy lepiej na pierwszy maraton nastawić się przede wszystkim na przebiegnięcie poniżej 4:15…

Co Wy o tym wszystkim myślicie?