Plan treningowy do maratonu – podsumowanie tygodni: 9-12

Dziś kończy się właśnie 12 tydzień mojego planu treningowego. Ostatnie 4 tygodnie niestety nie zostały w pełni przeze mnie wykorzystane (chociaż też nie jest aż tak źle).

Tydzień 9 to tydzień regeneracji w moim cyklu. Tydzień, w którym trudno było zebrać mi się na trening po 21 km wycieczce biegowej w 8 tygodniu. Wtorkowy trening został przełożony na środę. Czwartek wypadł… I drugi trening w weekend już został normalnie zrealizowany. Na szczęście dorzuciłem do tego 4 inne jednostki treningowe: 2 razy siłownię i 2 wyjścia na basen.

Tydzień 10 – w tym tygodniu też nastąpiła lekka zmiana w realizacji planu – w weekend nie udało mi się za jednym razem wyjść na 90 minutowy trening (miałem akurat studia podyplomowe… i żeby zrealizować krótszy trening i tak musiałem wstać po 5 rano co nie było łatwe). Zrealizowałem 2 krótsze treningi w sobotę i niedzielę.

11 tydzień – w tym tygodniu również nastąpiła lekka zmiana treningu. Najważniejszy trening z cyklu 9-12, który powinien nastąpić w tygodniu 12 wylądował na koniec tygodnia 11 (a to za sprawą długiego wybiegania w Starej Miłosnej z innymi biegaczami). Do zrealizowania miałem trening trwający 2,5 h (marszobieg). W związku z tym, że biegałem z innymi biegaczami obyło się bez marszu. Dodatkową trudność sprawiały warunki – mnóstwo roztapiającego się śniegu. Trening zrealizowany mniej więcej w 2 godziny 20 minut, zaliczone ponad 22 kilometry.

Tym razem po ciężkim weekendowym wybieganiu również miałem problemy z motywacją, żeby wyjść we wtorek na trening. Ale się udało i zrealizowałem zaplanowane 60 minut (a wyszło nawet bliżej 70 minut). Nie doszedł za to do skutku trening czwartkowy. Tym razem zadziałał nie leń… ale zdrowy rozsądek. Już w czasie niedzielnej długiej wycieczki, o których wspomniałem parę zdań wcześniej, czułem lekki ból z przodu prawej stopy (pod stopą, w okolicach śródstopia). Przed wtorkowym treningiem również czułem podobne napięcie w stopie, które jednak zlekceważyłem. Dyskomfort w stopie po wtorkowym treningu się zwiększył, dlatego w czwartek zamiast się wybrać na trening z 12tri.pl wybrałem się na siłownię, gdzie pojeździłem na rowerku (20 minut) i poćwiczyłem na orbitreku (20 minut). Zawsze to jakaś namiastka podtrzymania formy. W sobotę ze stopą już było lepiej… dlatego skusiłem się na trening. Żeby nie przeszarżować wychodząc na trening stwierdziłem, że ograniczę się do 45 minut biegania. W tym czasie poćwiczyłem również podbiegi w lesie (motywację do trenowania podbiegów daje dopiero co ogłoszona trasa Orlen Marathonu, gdzie już na początku zawodów trzeba podbiec pod Tamkę). Dyskomfort w stopie znów się pojawił (nie jest to żaden uciążliwy ból… ale jednak zawsze jakiś powód do niepokoju).

Dziś w niedzielę planowałem jeszcze dołożyć jeden trening albo basen, albo siłownię… ale moje plany popsuło przeziębienie. Już tak się cieszyłem, że ostatnio nie choruję… ale niestety po piątkowej firmowej wigilii, na której trochę za dużo się wietrzyłem bez kurtki, dopadła mnie choroba. Mam nadzieję, że szybko przejdzie… tak żeby nie zmarnować przyszłego tygodnia, w którym w związku z tym, że biorę urlop będę miał trochę więcej wolnego.

Poza treningiem muszę zwrócić uwagę jeszcze na jedną rzecz – odżywianie się. Niestety w ostatnich 2-3 tygodniach znów powrócił mi apetyt na słodycze…  w ten sposób wróciłem do wagi 82 kg (ostatnio tyle ważyłem, na początku września w czasie roztrenowania). A pomyśleć, że parę tygodni temu zbliżałem się już powoli do 79 kg…