Podsumowanie biegania w listopadzie

listopad Listopad minął mi właściwie nie wiadomo kiedy. Do takiej refleksji doszedłem, kiedy ostatnio przeczytałem opinię w stylu „jak dobrze, że kończy się ten tak bardzo depresyjny miesiąc”. Depresyjny? Nie zauważyłem. Może przez to, że ostatnio mam czas wolny wypełniony prawie w całości. Tydzień mija za tygodniem w tempie ekspresowym.

 

Kiedy myślę o swoim bieganiu w listopadzie to jestem zadowolony, bo:

1) W każdym z tygodni biegałem minimum 3 razy więc plan treningowy zaliczony.

2) W jednym z tygodni udało mi się wyjść na trening 4 razy.

3) Poprawiłem w czasie Biegu Niepodległości swój rekord na 10 km na 46:56 :)

4) Zrobiłem dwa długie wybiegania (przy okazji najdłuższe treningi od kwietnia i maratonu) – 16 i 25 kilometrowe.

5) Przebiegłem w listopadzie w sumie 126 km co daje niewielki wzrost w porównaniu z zeszłorocznym listopadem (120 km)… ale na uwagę zasługuje średnie tempo treningów które wzrosło z  zeszłorocznego 06:03 min/km do 05:23 min/km. To efekt tego, że staram się biegać z wyższą kadencją… i ogólnie mam wrażenie jakby bieganie po 6 min/km po asfalcie (las to co innego) mnie męczyło, zamulało…

6) Zacząłem w ramach wyzwania pompkowego robić regularnie pompki… zaczynam z dość niskiego pułapu więc szybko się poprawiam. Początkowo robiłem serie po 6-7 pompek. Wczoraj robiłem serie po 10 pompek :)

7) Poza lekkimi usztywnieniami w okolicach ścięgna Achillesa czuję się dobrze, czytaj kontuzji brak (odpukać w niemalowane!).

8) Udało mi się wybrać na trening z 12tri.pl – co prawda tylko raz ale zawsze coś. Kiedy biegam z innymi jestem w stanie się zmusić do znacznie większego wysiłku (to wybieganie 25 kilometrowe zrobiłem biegnąc z kolegą z pracy :)

9) Włączyłem do treningów podbiegi (znalazłem fajną górkę w pobliskim lesie gdzie mam odcinek 120 metrowy o całkiem przyzwoitym nachyleniu… na ostatnich kilkunastu metrach już mam miękkie nogi).

To, co trochę (ale niezbyt bardzo) mnie martwi to:

1) Zmniejszona liczba dodatkowych treningów – regularnie biegam, ale już na basen czy siłownię nie zawsze starcza czasu.

2) Waga… która uparła się i stanęła w okolicach 83 kg (mimo, że ostatnio naprawdę ograniczyłem słodycze). Tragedii nie ma bo mniej więcej rok temu ważyłem około 2 kilogramy mniej.

3) yyy… więcej grzechów już nie pamiętam.

Pozytywy vs negatywy – 9:3 :)

A jak Wam się udał listopad?