Biec czy nie biec – dobre pytanie

Pakiet startowy orlen

Już za parę dni Orlen Warsaw Marathon. Dziś wracając z pracy odebrałem pakiet startowy. Zgodnie z zapowiedziami pakiet naprawdę robi dobre wrażenie. Fajna koszulka (z małym logo Orlenu), standardowo numer startowy z chipem, izotonik i batonik z Lidla, czapeczka Asicsa, peleryna przeciwdeszczowa przed startem, worek Asicsa, biuletyn informacyjny… i zero irytujących ulotek :) Jeszcze parę miesięcy temu zastanawiano się czy Orlen (a właściwie firma organizująca imprezę) sprosta wyzwaniom organizacyjnym. Nie ma co chwalić dnia przed zachodem słońca ale uczciwie trzeba napisać, że póki co chociażby po miasteczku biegacza widać, że organizacyjnie wiele rzeczy zostało naprawdę przemyślanych (myślę chociażby o takich prozaicznych kwestiach jak liczne, duże tablice informacyjne z informacją gdzie można odebrać pakiety startowe, gdzie jest meta, i gdzie są inne części miasteczka).

A co ze mną w kontekście maratonu? Ostatnie tygodnie niestety niespecjalnie były okazałe w kontekście treningów. Forma na pewno nie urosła… pytanie tylko czy nie za bardzo zmalała. Parę dni temu w dodatku złapało mnie silne przeziębienie… i tak naprawdę w dużej mierze od tego czy ono minie zależy moja ostateczna decyzja o starcie. Sporo się zastanawiam nad startem. Część z Was pewnie napisze, że może lepiej poczekać parę miesięcy i dobrze się przygotować na Maraton Warszawski we wrześniu. Inni z kolei zwrócą uwagę, że skoro przepracowałem zimę, ostatnio nieźle pobiegłem półmaraton, na treningu zdołałem zrobić 30 km, to nawet jeśli ostatnio trochę odpuściłem treningi, to warto żebym spróbował zmierzyć się z maratonem. I kogo tu słuchać? :) O złamaniu 4 h nie myślę, raczej moim celem jest teraz złamanie 4:15 :)

Póki co jestem jeszcze przeziębiony… ale mam nadzieję, że o starcie będę mógł zdecydować sam (a nie zdecyduje mój buntujący się organizm)…