Bieg Niepodległości w Warszawie (2012) – relacja

I znów niespodziewana życiówka. Niespodziewana dlatego, że dzień wcześniej trochę zabalowałem a 4 godziny snu i konsumpcja alkoholu nie są z pewnością czynnikami, które podnoszą wydajność ;)

W zeszłym roku mimo, że miałem pakiet startowy w Biegu Niepodległości nie pobiegłem. Wszystko przez kontuzję, którą złapałem na Praskiej Dziesiątce parę dni wcześniej. W tym roku los mi zrekompensował zeszłorczoną niedogodność… bo pakiet startowy na Bieg Niepodległości wygrałem na jednym z treningów z cyklu treningowego przygotowującego do tych zawodów (czwartkowe treningi z 12tri.pl i Wosirem).

Tuż przed biegiem raczej nie nastawiałem się na bicie życiówki. W czasie rozgrzewki jeszcze czułem się trochę wczorajszy. Po komentarzach po Biegnij Warszawo stwierdziłem, że tym razem zjem baton energetyczny przed biegiem… bo w trakcie biegu już nie ma sensu… i tak też zrobiłem. Może ten baton dodał mi sił :) Stanardowo przed startem wizyta w toi toiu… o dziwo bez większych kolejek.

Później ustawiłem się na starcie. Fajnie bo nie było wielkich tłumów… i można było spokojnie przedostać się do pożądnej strefy. Ja stanałem między tabliczką biegnę na 45 minut a tymi co planowali biec na 50 minut (zgodnie z moim rekordem życiowym). Przed samym startem jeszcze hymn… ciarki przechodziły po plecach. Zazdroszczę polskim reprezentatom, którzy np. przed meczem słuchają hymnu odśpiewanego przez kilkanaście tysięcy osób. Świetny motywator! (chociaż dziś mi trochę wstyd bo uświadomiłem sobie, że zapomniałem w czasie hymnu zdjąć czapkę z daszkiem… kompletnie o niej nie pamiętałem… zresztą jak wielu innych biegaczy, ale to żadne usprawiedliwienie)

Pogoda do biegu idealna… początkowo planowałem pobiec w dwóch koszulkach (czerwona na wierzch, pod spodem biała koszulka z długim rękawem z BW 2011).. ale kiedy słonecznie przygrzało ograniczyłem się do czerwonej. Temperatura w okolicach 11-12 stopni… lekki wiatr… brak deszczu… prawie idealnie :)

Po hymnie wystartowaliśmy. Pierwszy kilometr to standardowe wymijanie wolniejszych biegaczy, których na szczęście tym razem nie było aż tak wielu (na internetowych forach zwłaszcza się dostaje pracownikom PKO BP, którzy startowali jako VIP’y z pierwszej strefy a w większości biegli na czas w okolicach 60 minutów). Biegnę, biegnę… patrzę na Garmina a tutaj dopiero 450 metrów. Pierwsze 2 kilometry strasznie mi się dłużyły. A zamiast biec tempem 5:00 na km pierwszy kilometr wyszedł w 4:47 a drugi w 4:40 (pierwszy raz ustawiłem sobie w Garminie auto lap co kilometr więc mogę teraz spokojnie analizować międzyczasy).

Pierwsze 2-3 kilometry to też ten etap biegu, w którym za bardzo skupiałem się na sobie… zamiast obserwować mijaną okolicę, kibiców etc. To skupienie na sobie sprawiało, że czas się strasznie dłużył. W połowie 3 kilometra był podbieg na wiadukt przy Dworcu Centralnym… podbiegło mi się bardzo lekko…a zbiegając starałem się za bardzo nie przyspieszać. Trzeci kilometr z niezłym czasem 4:51. W tym miejscu zaczynałem się już martwić o moją dyspozycję… skoro chciałem przebiec pierwsze 5 kilometrów w czasie 25 minut a już po 3 kilometrach miałem czas lepszy o około 30 sekund to wszystko zapowiadało kryzys przez duże K.

Na wysokości Nowowiejskiej mignał mi z prawej strony Mariusz Giżyński, ktory już wracał do mety… jak się później okazało wygrał ten bieg. Brawo Mariusz! Fajnie, że bieg udało się wygrać lokalnemu biegaczowi :)

Na 4 i 5 kilometrze chciałem trochę zwolnić… ale patrząc na międzyczasy się to nie udało. Ale biegło mi się luźno… Po zawrotce na chwilę moja uwaga została odciągnięta przez pana, który biegł razem z psem husky. Husky biegł na luzie i wyglądało na to, że bardzo mu się podoba udział w takim masowym biegu :) Później moją uwagę odciągnęła od zmęczenia karetka, która przejeżdżała między biegaczami. W drodze powrotnej o dziwo kryzys nie przyszedł… a tylko lekko podkręcałem tempo.  8 kilometr mimo podbiegu przebiegłem w 4:41. 9 kilometr to 4:38. Meta już niedaleko… a ja ciągle miałem siły, żeby przyspieszyc. W efekcie 10 kilometr przebiegłem w 04:19, a ostatnie 100 metrów (ponadprogramowe…) pokonałem w tempie 3:48 (!). Na pewno do większego wysiłku zmotywowali mnie moi kibice (żona, mama i teść) :)

Biegnąc do mety zastanawiałem się czy złamię 47 i pół minuty… trochę mi zabrakło bo ostateczy mój czas to 47:33 (oficjalny wynik). Czyli w porównaniu z Biegnij Warszawo w październiku poprawiłem się 92 sekundy! Każdy kilometr 9 sekund szybciej… jestem naprawdę usatysfakcjonowany po tym biegu.

Czemu zawdzięczam taki dobry wynik? Przyczyny wskazałbym co najmniej cztery (pomijam pogodę, która była równie dobra w czasie Biegnij Warszawo). Po pierwsze płaska trasa, bez zakrętów. Po drugie dobrze przepracowany ostatni miesiac – w październiku przebiegłem prawie 100 km… co jest moim rekordem w dotychczasowym krótkim bieganiu. Po trzecie treningi z 12tri.pl – bieganie interwałów z pewnością poprawiło moją szybkość i poprawiło adaptację do bardziej intensywnego wysiłku. Po czwarte… pomóc mogły również ostatnio zakupione opaski kompresyjne na uda. Nie wiem na ile pomogły w czasie biegu… ale po biegu nie czułem takie bólu w udach jako po Biegnij Warszawo. Teoretycznie nie ma dowodów na pozytywne działanie odzieży kompresyjnej… ale mnie nie potrzeba twardych dowodów w momencie, kiedy na sobie czuję pozytywne efekty.

Co do organizacji biegu. Ja oceniam organizację bardzo dobrze. Nie patrzyłem na oznaczenia kilometrów, z którymi podobno był problem… więc nie mogę się do tego odnieść. Kolejek do toalaet jak w czasie BW nie było. Czytelne strefy na starcie – to powinna być normalna praktyka na masowych biegach. W strefie depozytu nie byłem więc nie wiem jak to wyglądało… Pakiet startowy: fajna koszulka techniczna firmy Craft – a więc jest ok (jest ok, bo już powoli zaczynam mieć za dużo tych technicznych koszulek…). Napoje po biegu? Jedna butelka Powerade bądź wody według mnie wystarcza… cześć osób chciałoby dostać więcej butelek.. ale z kolei chciałoby też niższą opłatę startową… tak się nie da! Jeden zgrzyt organizacyjny to przekrzykujący się spikerzy przed startem biegu (jeden zapowiadał bieg, drugi działa na stoisku, na którym była symulacja potrącenia pieszego przez samochdów – czy coś w tym stylu). Trasa szeroka… mimo takiej masy ludzkiej biegło się komfortowo (nie było żadnych wąskich gardeł).A bym zapomniał… do pakietu startowego dołączona ciekawa książka historyczna – nic dziwnego, w końcu to Bieg Niepodległości – ja pozytywnie oceniam taką inicjatywę. Medale niestandardowe… z sygnetem w środku. Chociaż jeśli chodzi o medale to pojawiły się komentarze, że medale się rozsypują… może część z nich była gorszej jakości? Z moim jest wszystko w porządku.

Jeszcze jedna refleksja dotycząca uczestników biegu. Nie rozumiem jak można w czasie biegu, w którym biegnie się często ramię w ramię, pluć i smarkać na bok zupełnie bez wcześniejszego rozgladania się (zwłaszcza przy takim wietrze jak wczoraj). Paranoja!

Na koniec jeszcze fajny film (prawie 8 minutowy) z wczorajszego biegu. Film nakręcony przez redaktów serwisu Maratonypolskie.pl

I jeszcze ogromna prośba: proszę wrzucajcie jako komentarze linki do zdjęć z wczorajszego biegu. Póki co nie znalazłem ich w sieci za dużo (aczkolwiek z tego co wiem mają być w ciągu paru dni na serwisie Fotomaraton.pl oraz Maratonczyk.pl).