Debiut w biegu na orientację

bno  W swojej liście chęci na 2014 rok wśród jednej z kilku pozycji umieściłem bieg na orientację. Z opóźnieniem… ale udało mi się zadebiutować w BNO :) Dlaczego z opóźnieniem? A to dlatego, że już raz jechałem na taki bieg (było to na początku stycznia)… ale w tym samym dniu parę godzin wcześniej biegłem w Falenicy. Jak pewnie część z Was kojarzy na tym pechowym biegu w Falenicy skręciłem staw skokowy dlatego z debiutem w BNO musiałem się trochę wstrzymać. Aż do Biegu Wedla. Bieg Wedla był w ostatnią sobotę. Wraz z Biegiem Wedla odbywają się zawody na orientację (chociaż powinienem napisać na odwrót: bo pierwsze odbywały się biegi na orientację a dopiero później pojawił się Bieg Wedla). Do wyboru kilka tras – ja wybrałem na debiut najdłuższą (która w prostej linii między 24 punktami kontrolnymi miała liczyć około 4.3 km – w praktyce mnie wyszło około 6,5 km – ile dokładnie to nie wiem, bo zapomniałem włączyć Garmina na początku biegu).

Jak zawsze przed nową aktywnością pojawiła się niepewność – czy na pewno dobrze ogarnąłem reguły zabawy, czy wszystko zrobię dobrze etc. Jeśli chodzi o techniczne wymagania co do tej zabawy… to naprawdę nie jest trudno :) Co minutę wypuszczana była na trasę kolejna osoba biegnąca dany dystans (żeby uniknąć sytuacji, w której biegnie się w grupie i de facto tylko jedna osoba szuka kolejnych punktów kontrolnych, bo reszta tylko podąża za nią). Mapkę do biegu dostaje się w momencie startu (żeby wcześniej nie opracować sobie strategii). Dodatkowo dostaje się chip, który na pętelce umieszcza się na palcu. Przed startem należy pamiętać, żeby „zrobić clear” (nie wiem czy tak się powszechnie mówi, ale coś takiego usłyszałem przy okazji tych zawodów) czyli żeby oczyścić chipa z wcześniej zapisanych punktów kontrolnych (np. z innych, wcześniejszych zawodów). Tego typu chip (firmy SportIdent) można albo wypożyczyć od organizatora biegu, albo samemu kupić (tylko, że cena takiego chipa to ponad 100 złotych więc trzeba naprawdę dużo startować, żeby opłacało się kupic taki chip na własność).

A więc stoimy w grupie, która ma ruszyć… sygnał startowy i ruszamy. Rzut oka na prostą mapę… i nagle się okazuje gdzie jest smaczek w BNO. Nawet znając pobliskie tereny, nawet mając czytelną mapę okazuje się, że zorientowanie się w którym jest się miejscu zajmuje chwilę… a w biegach na orientację ważna jest szybkość. Szybkość nie tylko biegania ale i podejmowania decyzji. Już w przypadku pierwszego punktu kontrolnego, który znajdował się za jeziorkiem trzeba było zdecydować czy obiec jezioro ze strony południowej czy bardziej od północy. Pobiegłem od strony południowej i wypatrzyłem punkt kontrolny, który jednak okazał się punktem kontrolnym dla innej trasy (dlatego, że brakowało elektronicznego sprzętu, w którym umieszcza się chip jako potwierdzenie zaliczenia punktu startowego). Szybkie spojrzenie na mapę i okazało się, że muszę odbić nieznacznie na północ. Punkt kontrolny był schowany w krzakach przez które trzeba było ostrożnie przejść żeby nie porwać kurtki (takie atrakcje powodują, że czasy na biegach na orientację są słabsze niż np. w biegach ulicznych). Kolejne punkty już znajdowałem bez problemu. Co więcej tak między piątym a szóstym punktem, kiedy dogoniłem jednego z wcześniej startujących uczestników pobiegłem zupełnie inną drogą niż on… i okazało się, że moje wyczucie mapy było lepsze bo niedługo potem natrafiłem na kolejny punkt :) W tym samym momencie zorientowałem się, że mogę poprawić swój wynik jeśli będę planował trasę z wyprzedzeniem – to znaczy biegnąc do punktu numer 5 sprawdzałem już położenie punktu numer 6, żeby po dobiegnięciu do piątki nie tracić czasu na czytanie mapy tylko ruszyć od razu w dobrym kierunku :)

Z kolei mniej więcej koło 7 punktu dogonił mnie inny z uczestników. Od tego momentu przez mniej więcej 8 kolejnych punktów kontrolnych biegliśmy właściwie ramię w ramię – w pewnym momencie konkurent pomylił kierunki i zaczął biec w drugą stronę dzięki czemu zyskałem przewagę… ale którą na dobre straciłem na kolejnym odcinku: między dwoma punktami była spora odległość, punkt kontrolny się znajdował za kanałkiem wodnym – akurat średnio kojarzyłem tę część Parku Skaryszewskiego (właściwie to już rejony poza parkiem po wschodniej stronie). Ja pobiegłem bardziej na północ, mój konkurent na południe… i albo jego trasa była krótsza, albo na długiej prostej narzucił szybsze tempo ale summa summarum pierwszy dobiegł do kolejnego punktu kontrolnego… a ja od tego momentu tylko mogłem deptać mu  po piętach (miałem stratę kilkudziesięciu metrów, ale przy mojej słabej formie po powrocie do biegania po kontuzji to była stara nie do nadrobienia). Przy kolejnych punktach kontrolnych nie było szansy wybrać złej trasy, dlatego mój konkurent podkręcił tempo i jeszcze bardziej zostawił mnie w tyle…

Ale do mety dobiegłem z uśmiechem na twarzy… bo biegi na orientację to fajna zabawa :) Jeśli w dzieciństwie lubiliście podchody i tego typu zabawy to również biegi na orientację przypadną Wam do gustu. Jeśli czujecie, że dobrze orientujecie się w terenie i dobrze (i szybko) czytacie mapę to na tego typu biegach mimo słabszej formy możecie pokonać silniejszych fizycznie przeciwników :) Ja już jestem zapisany na kolejne tego typu zawody – w ramach cyklu Warszawa Nocą 12 marca odbędzie się bieg w rejonach Ursynowa.