Debiut w Falenicy (14.12.2013)

Falenica 13.12.2013 - zdjęcie J. Parfianowicz

Falenica 13.12.2013 – zdjęcie J. Parfianowicz

Bieg w Falenicy to bieg, który wśród wielu biegaczy ma status kultowy. Ja mimo, że biegam już trochę czasu (od kwietnia 2011) do Falenicy zawitałem dopiero w tym roku. Dlaczego? 2 lata temu kiedy trwał cykl biegów (Falenicy składa się w tym roku z 6 biegów rozgrywanych na przełomie grudnia, stycznia, lutego i marca) ja wracałem do biegania po kontuzji (treningi wznowiłem dopiero pod koniec grudnia)… i szczerze pisząc jeszcze czułem się za słaby na tego typu zawody (po co startować tylko po to żeby się męczyć? ;) ). Z kolei rok temu nawet myślałem o uczestnictwie w biegach w Falenicy ale ciągle nie pasowały mi terminy/warunki atmosferyczne. Żeby nie było: nie wybrzydzałem na śnieg, raczej na lodowisko, które spowodowało, że w czasie jednego z biegów kilka osób odniosło poważne kontuzje (złamany obojczyk, coś ostatnio słyszałem o powybijanych zębach – ale to może tylko plotka…). Kiedy indziej znów miałem problemy ze zdrowiem (przeziębienie bądź marudzenie Achillesa). W ten sposób w Falenicy zadebiutowałem dopiero w 2013 roku…

Startując w Falenicy mamy do wyboru 3 dystanse około 3,3 km, 6,6 km oraz 10 km (czyli od jednej do trzech pętli). Ja na swój pierwszy wybrałem 2 pętle… i to chyba była dobra decyzja, o czym trochę później. Do Falenicy dojechałem około 10:20 (nie mam daleko bo sam mieszkam w Rembertowie). Chwilę mi zajęło znalezienie miejsca gdzie mogłem zaparkować (ostatecznie całkiem niedaleko startu i mety) – dopiero później zauważyłem, ze można było spokojnie zaparkować na terenie szkoły (na boisku). Nerwowe chwile przy odbieraniu numeru startowego (chociaż bardziej nerwy zżerały inne osoby… ja widziałem na zegarze, że jeszcze jest sporo czasu więc zachowałem spokój :) ). Później szybka rozgrzewka i gotowy do startu :)

W międzyczasie spotkałem jeszcze Leszka z Leszekbiega.pl, który pędził do samochodu żeby zostawić rzeczy przed startem. Godzina 11 i zaczynamy startować. Wpierw szybka dziesiątka (poniżej 48 minut – czas deklarowany), później pozostałe osoby biegnące na 10 km, dalej osoby z różowymi numerami (to chyba osoby spóźnione na 10 km)… z którymi przez pomyłkę również i ja ruszyłem (na szczęście sędziowe mnie zawrócili), później ruszały żółte numery (czyli 6,6 km) i na koniec za nami brązowe numery (3,3 km).

11:05… i ruszamy :) Wystartowałem z pierwszej linii. Pierwszy podbieg pokonany dość dynamicznie (choć wyprzedziło mnie paru młodzieńców, którzy chyba pierwszy raz startowali w takim biegu i nie mieli pojęcia jak łatwo zawalić bieg przez zbyt szybki start). A później zaraz szybki zbieg na którym zaczęło się wyprzedzanie. Pierwszy kilometr zrobiony dość żwawo… aż za bardzo chyba 4:49. Na drugim kilometrze się opamiętałem i tempo już spadło w okolicach 5:32. Kolejne metry (chyba przez te podbiegi) mijały bardzo wolno. Z moich dotychczasowych różnych biegów właśnie w Falenicy miałem pierwszy raz wrażenie, że czas jakby się zatrzymał. Biegnę, biegnę i biegnę a tutaj dopiero 1,73 km. Jak to możliwe? ;)

Falenica - zdjęcie D.Świderskiej z serwisu maratonczyk.pl

Falenica – zdjęcie D.Świderskiej z serwisu maratonczyk.pl

Wraz z każdym kolejnym podbiegiem było coraz ciężej. Wyprzedzałem głównie na zbiegach… na których wiele osób zdawało się hamować. Ja rzucałem się w dół (nie na wariata, ale zbiegając dynamicznie) i dzięki temu na każdym zbiegu mijałem po 5-6 osób. Myślę, że wiele osób biegających z pięty ma problem na zbiegach przez złą technikę biegu (przez hamowanie piętą i odchylenie ciała do tyłu). Drobna korekta i mogliby naprawdę dużo zyskać (na jednej pętli mamy 7 podbiegów więc i 7 razy zbiegamy… za każdym razem przyspieszymy o 3-4 sekundy i już mamy czas lepszy o 30 sekund :) ).

Kiedy zaliczyłem pierwszą pętlę w myślach sobie powiedziałem, że dobrze przede mną jeszcze tylko jedno okrążenie. Trudno by mi było sobie wyobrazić kolejną pętlę (bez przechodzenia do marszu na podbiegach). Ja biegłem 2 pętle i na drugiej było już trudno. Trudno wbiegać… naprawdę korciło mnie żeby przejść do marszu, ale zacisnąłem zęby i powoli bo powoli, ale wdrapywałem się truchtem na kolejnych podbiegach. Co najciekawsze ciągle miałem wrażenie, że jeszcze jeden podbieg i koniec pętli.. a tutaj nie – jeszcze 2 podbiegi ;)

Ostatni podbieg był naprawdę bolesny… ale później w dół i już meta :) Tak się rozpędziłem, że zamiast wbiec w dobrą bramkę (na koniec trasy) przez pomyłkę skręciłem na 3 pętlę, na szczęściej został szybko zawrócony :) Czas 33:28, co na 6,66 km biorąc pod uwagę profil trasy (ciągłe podbiegi) i teren (w niektórych miejscach było naprawdę sporo głębokiego piasku) uważam za dobry wynik :) Jak zresztą sprawdziłem w rankingu na stronie zawodów daje mi to o ile dobrze pamiętam 22 miejsce na 99 startujących na dystansie 2 pętli.

Jedno jest pewna: Falenica mnie zachwyciła profilem trasy. Do tej pory startowałem głównie na asfalcie (chociaż sam głównie biegam po lasach i w terenie), dlatego fajnie było wykorzystać swoje umiejętności biegu w terenie podczas zawodów. Nie wiem czy 28 grudnia się pojawię (wyjeżdżam pewnie w góry), ale na kolejnych zawodach w Falenicy (chyba w styczniu) jestem na pewno :)

Dla zainteresowanych: galerie z biegu znajdziecie tutaj: Maratonczyk.pl oraz tutaj: zdjęcia Joanny Parfianowicz