Relacja z 10 Półmaratonu Warszawskiego (2015)

20150329_122725Szewc bez butów chodzi. Tak można by zatytułować moją relację z 10 Półmaratonu Warszawskiego. Dlaczego? Jak pewnie kojarzycie we wszystkich postach dotyczących rad związanych z półmaratonem wielokrotnie pisałem: startujcie spokojnie, startujcie powoli, półmaraton zaczyna się po 10 km. Ja (chociaż trzeba przyznać, że świadomie) zaryzykowałem i poleciałem pierwsze kilometry szybciej niż powinienem… co z tego wyszło?

Pogoda tym razem była bajeczna: dość chłodno (ale akurat na krótkie spodenki i koszulkę z krótkim rękawem), ale za to słonecznie (więc nie marzliśmy przed startem). Miejsce startu: plac Piłsudskiego – bardzo ładne okoliczności… muszę przyznać, że już trochę znudziło mi się startowanie z Mostu Poniatowskiego. Ustawiam się trochę przed tabliczką na 1:45 razem z Agnieszką, Ewą i Hanią. Plan mamy następujący: pierwszy kilometr lecimy w 5:00, potem już 4:50.

Pierwszy kilometr poszedł w miarę zgodnie z planem – jak na tego typu biegi masowe naprawdę było niewiele wyprzedzania. Na drugim kilometrze było dość tłoczno, ale również jakoś daliśmy przedostać się przez tłum. Do pierwszego punktu z wodą (po 5 km) biegłem razem z dziewczynami, czasami trochę przed nimi (w momencie kiedy trzeba było wyprzedzać). Trochę zagapiłem się na punkcie z wodą i zostałem z tyłu. Ewa i Agnieszka poleciały mocno do przodu, Hania kilkanaście metrów za nimi i to właśnie fioletowa koszulka Hani była moim motywatorem do trzymania tempa przez kilka kolejnych kilometrów. W okolicach 9 km dobiegłem do Hani ale za punktem żywieniowym zostawiła mnie znowu z tyłu ;) Po 10 kilometrach widzę, że mam czas w okolicach 49 minut – a więc lepiej niż na Biegu Niepodległości w listopadzie, parę miesięcy temu. Żel, woda… i zbiegamy na trasę Łazienkowską. Trzymam mocne tempo ale jest coraz trudniej. Nagle w okolicach placu na Rozdrożu wyprzedza mnie grupa na 1:40. Że co? Jak oni chcą dobiec na 1:40? A może to ja przegiąłem z tempem na początku?

20150329_121438Dokładnie tak. Zrozumiałem to jak zaczęło mnie odcinać po zbiegu na Wisłostradę. Do mety jeszcze blisko 8 km… a ja czuję nadciągający kryzys. Walczyłem, starałem się trzymać pleców kolejnych osób… ale było coraz ciężej. Zbiegliśmy do tunelu pod Wisłostradą… cudownie wreszcie trochę chłodno. Szkoda tylko, że na końcu tunelu mały podbieg… po podbiegu przeszedłem do pierwszego marszu. Ruszyłem… i walczyłem o tempo. 1:43 już mało realne… ale może chociaż 1:45 uda się złamać… tak naiwnie kalkulowałem. Biegło się naprawdę ciężko – trudno było zejść poniżej 5:00 na kilometr. A przed nami jeszcze podbieg na dziewiętnastym kilometrze…

Wszyscy tak straszyli tym podbiegiem a po Falenickich zawodach okazało się, że to pikuś (w tym sensie, że jak już ledwo biegłem dużej różnicy mi nie zrobiło czy biegnę po płaskim czy delikatnie pod górę). Ostatnie dwa kilometry to mordęga. Na 1,5 km przed metą wyprzedza mnie jeszcze tabliczka z grupą na 1:45… coś takiego strasznie dołuje. Ostatnie kilkaset metrów… zazwyczaj wtedy zrywam się do finiszu (nawet jeśli wiem, że nie będzie życiówki). Tym razem się nie dało. Biegłem zupełnie wyczerpany i co bym nie robił nie mogłem przyspieszyć. Jak to moja Aneta skomentowała „wbiegałeś z nosem przy ziemi”. Żałuję, że tak to się skończyło… bo okoliczności do finiszowania były naprawdę wyjątkowe!

20150329_122626Półmaraton Warszawski biegłem w Adidasach: Supernova Glide 7 (Boost). Po tym biegu mam bardzo pozytywne odczucie na temat tych butów: dobrze się w nich trzymało tempo poniżej 5:00 na kilometr. Buty bardzo wygodne… nic się w nich nie obtarło, żadnych odcisków. Jeśli pobiegnę w tym roku jakiś maraton uliczny to ten model wydaje się być dobrym rozwiązaniem :)

 

20150329_121308Parę słów na temat organizacji:

  • miasteczko półmaratońskie – super, przed startem żadnych kolejek do szatni czy depozytów… plac Piłsudskiego to dobre miejsce na bazę zawodów
  • punkty żywieniowe – ja biegłem w sumie raczej z przodu… ale i tak na niektórych punktach żywieniowych widziałem problemy z nalewaniem napojów na czas… nie mam pojęcia co było dalej, ale podejrzewam, że osoby które biegły na 1:55-2:05 musiały chwilę czekać na swoich punktach na wodę – ktoś napisze jak to wyglądało?
  • za metą… do medalu/wody brak większych kolejek… posiłek/prezent od Adidasa/masaże? Nie wiem, nie korzystałem tym razem z tych atrakcji. Z tego co widziałem to po saszetki od Adidasa ustawiła się długa kolejka ale nie mam pojęcie ile czasu w niej trzeba było odstać.
  • oznaczenia kilometrów – ustawione w punkt
  • generalnie odczucia mam bardzo pozytywne: organizatorzy mimo problemów z ustaleniem trasy (pożar Mostu Łazienkowskiego spowodował, że musiała nastąpić zmiana trasy) spisali się wyśmienicie… dlatego mam prośbę: zanim skrytykujecie w Internecie jakiś element organizacji tegorocznego biegu to zastanówcie się na ile ta krytyka jest uzasadniona. Mogło być też tak, że wraz z anulowaniem poprzedniej trasy miasto mogło doprowadzić do tego, że Półmaraton Warszawski w ogóle się nie odbędzie.

A Wam jak się podobała tegoroczna edycja Półmaratonu Warszawskiego?

Do zobaczenia za rok! (jeśli pobiegnę to będzie już mój piąty Półmaraton Warszawski :) )