STUdnia – gra miejska – relacja

STUdnia - gra miejskaKiedy parę tygodni temu podesłałem innym Blogaczom info o STUdni nie myślałem, że będą to aż tak fajne zawody. Część Blogaczy w pierwszy weekend grudniowy planowała być w Toruniu (ja niestety ostatnio za mało biegam, żeby się pokusić o półmaraton). Tymczasem Marcin Kargol zaproponował stworzenie teamu Smashing Pąpkins. Oprócz nas dwóch w skład jeszcze wszedł Paweł. Tytułem wyjaśnienia: zarówno Marcin jak i Paweł to prawdziwie wycinaki – nie wiem skąd pomysł, żeby mnie wziąć do tego teamu ;)

Ale stało się… 6 grudnia spotkaliśmy się w okolicach Zamku Królewskiego na STUdni – grze miejskiej organizowanej w ramach promocji X Półmaratonu Warszawskiego. Oprócz nas wystartowało jeszcze 19 drużyn (zapisanych było 21, ale dwie nie dotarły na start). Cześć osób ewidentnie przyjechała się pościgać… inni z kolei chcieli spędzić miło czas.  W naszym teamie Marcin i Paweł ewidentnie się nastawiali na ściganie :)

Tuż przed startem dostaliśmy mapkę z 10 zaznaczonymi punktami. Później nastąpiło losowanie (losowaliśmy punkt na którym mamy się zameldować w pierwszej kolejności). Musieliśmy jeszcze poczekać kilka minut aż ruszymy (jak to w biegach na orientację – start następował turami)… ale w końcu ruszyliśmy :) Do pierwszego punktu na Starym Mieście dotarliśmy bez żadnych problemów. Tempo pierwszego kilometra wynosiło w okolicach 4:26. Na pierwszym punkcie do ułożenia dostaliśmy puzzle – ledwo Marcin je dostał a już zgadł co się na nich znajduje :) Ruszyliśmy do drugiego punktu jednocześnie wyprzedzając drużynę, która startowała parę minut przed nami.

Przez Powiśle przebiegliśmy bardzo sprawnie, nie mieliśmy też żadnych problemów ze sprawnym wbiegnięciem na most Poniatowskiego (ja przez jakiś czas pracowałem w okolicach Ludnej więc w miarę kojarzę te rejony :) ). Już po kilku kilometrach okazało się, że trochę chłopaków spowalniam… przez co taktycznie ruszałem pierwszy z punktów podczas gdy Marcin z Pawłem przyklejali na naszej karcie kolejną nalepkę :) Najgorzej podbiegało się ulicą Książęcą… dawno nie ćwiczyłem podbiegów i to od razu wyszło. Na szczęście na placu Trzech Krzyży zameldowaliśmy się przed innymi drużynami i nie wpadliśmy w kolejkę. Z placu Trzech Krzyży ruszyliśmy w stronę Wilczej – znów moje znane rejony (przez wiele lat pracowałem w firmie z siedzibą przy ul. Wspólnej, poza tym dobrze znam okoliczne zagłębie barowe :) ). W bramie spotkaliśmy żołnierza… i się trochę zacięliśmy przy rozwiązywaniu kolejnej zagadki.

Najciekawsze zadanie czekało na nas przy ulicy Świętokrzyskiej. Mieliśmy wymyślić rymowankę i namówić jednego przechodnia do wykrzyczenia wspólnie z nami tej rymowanki (do kamery). „Smashing Pąpkins to jest drużyna, wszystkich przeciwników wycina”. Nie była to poezja najwyższych lotów… ale ważne, że wymyślona w parę sekund. Meta tuż tuż… a na Świętokrzyskiej zatrzymały nas czerwone światła. Ruch na tej ulicy jest zbyt duży, żeby przebiegać na czerwonym świetle… dlatego grzecznie czekaliśmy na zielone :)

W Parku Saskim musieliśmy się jeszcze popisać szybkim wstukiwaniem liczb do kalkulatora (telefonicznego)… i ruszyliśmy w stronę mety (czyli miejsca skąd startowaliśmy). Dobiegamy (znów trochę na końcu spowolniałem chłopaków) i zdziwienie bo na mecie… pusto! Czyli jeszcze nikt przed nami nie dobiegł :) Patrzymy na GPS – u mnie równo 11 km (czyli tyle ile miała mieć optymalna trasa) – czyli jest super. Niestety parę minut po nas dobiegła inna drużyna, która startowała po nas… dzięki czemu czas netto mieli lepszy (mniej więcej 70 sekund lepszy). Długo oczekiwaliśmy kolejnej drużyny… dotarli… ale na szczęście dla nas okazało się, że ich czas netto jest gorszy o kilkadziesiąt.

teamW ten sposób okazało się, że jako Smashing Pąpkins wylądowaliśmy na drugim miejscu STUdni :) Dla mnie to wielka frajda… bo to pierwsze moje pudło na zawodach biegowych!

Na koniec do obejrzenia krótka relacja z imprezy (widać m.in. jak robimy pompki przed wskoczeniem na podium):

Zapraszam jeszcze do przeczytania relacji Marcina i relacji Pawła :)