Sztafeta Ekiden 2014 – relacja

IMG_3190

Źródło: Blogacze / www.biecdalej.pl

Pierwsze zawody biegowe, pierwszy półmaraton, pierwszy maraton – takie chwile budzą emocje i stres przedstartowy. Niby od naszego startu nic nie zależy, o mistrzostwo świata nie walczymy…  a i tak wiele osób ma problem ze snem na noc przed zawodami. Czym więcej startujemy, tym kolejne zawody budzą mniejsze emocje. Co jednak się dzieje, kiedy sobie uświadamiasz, że od Twojego wyniku zależy wynik całej drużyny i przez słabszą dyspozycję możesz zawieść oczekiwania innych?

Tegoroczny Ekiden był pierwszą sztafetą maratońską, w której brałem udział. Byłem częścią jednej z drużyn Blogaczy – Szybkich. Blogacze wystawili w tym roku mocny skład, bo startowała również druga drużyna – Blogacze Wściekli :) Cała impreza zorganizowana była podobnie jak w poprzednim roku na warszawskiej Kępie Potockiej. W wiosenny ciepły dzień jest to bardzo fajne miejsce, żeby rozłożyć się na kocyku na trawie i przez chwilę odpocząć od miejskiego betonu. Z racji tego, że w tegorocznym Ekidenie brało udział blisko 800 drużyn, impreza była rozłożona na cały weekend.

Nasze blogaczowe drużyny startowały w ostatniej turze – w niedzielne popołudnie. Ja mimo, że startowałem ostatni w celu wsparcia kolegów i koleżanek dopingiem przyjechałem na start naszych sztafet :) Pierwszy z Szybkich wystartował Marcin. Marcin budzi podziw, bo żeby przyjechać do Warszawy na sztafetę ze swojej rodzimej miejscowości wstał o 2:30 nad ranem, później siedział za kółkiem w samochodzie, a na deser czekała go jeszcze jazda pociągiem. Ale warto było – swój dystans (7,195 m) pokonał jako jeden z najlepszych kilkunastu zawodników. Po Marcinie na trasie pojawił się Leszek, na którego czekał dystans 10 km. Leszek w swojej relacji narzeka na zmęczenie zawodami Warsaw Track Cup (2 dni wcześniej pobiegł szybkie 3 km). Nie mniej jednak za czas 44:37 nikt do niego pretensji nie miał :) Z tego co mówił to chciał na Ekidenie pobić swoją życiówkę na 10 km… ale czy na takiej trasie to było możliwe?

Trasa była wyznaczona 2,5 km pętli. Na tej pętli były dwa podbiegi: jeden dłuższy ale bardziej delikatny, i drugi krótszy ale bardziej stromy. Do tego kilka ostrych zakrętów. A na deser jeszcze inni biegacze, których trzeba było wyprzedzać (ja na swojej zmianie głównie wyprzedzałem, nawet brakowało mi szybszej osoby która mogłaby mnie trochę pociągnąć). To zdecydowanie nie był teren do bicia życiówki (swoje też zrobiła temperatura – miejscami słońce nawet mocno przyświecało).

Po Leszku na trasę ruszył Marcin którym celem było zrobienie jak największego zapasu czasowego, który pozwoliłby na złamanie 3 h przez naszą drużynę. I się udało: 38:49 dało nam sporą rezerwę czasową. Powiększył ją jeszcze Wojtek pokonując 2 pętle w czasie 20:57. Do końca sztafety zostały już tylko 2 osoby. Na trasę ruszyła Hania – po jej ostatnich wynikach można było być spokojnym o jej dobry czas. Kiedy na trasie biegła Hania ja powoli się zaczynałem denerwować. Bo wyglądało na to, że właściwie 3h jest złamane (na pewno bliskie złamania)… a ja też nie musiałem pobiec specjalnie szybko w porównaniu ze swoją życiówką… lekki stres był :)

IMAG3390

Źródło: Blogacze / rusz-sie.pl

O! Na telebimie już widać Hanię, więc za paręnaście sekund dotrze do strefy zmian. Przekazała mi szarfę (i skończyła swój dystans z czasem 22:22) i ruszyłem :) Nie spojrzałem się nawet na zegar… ale wiedziałem, że wystarczy jak pobiegnę szybciej niż w 23 minuty. Na pierwszych kilkuset metrach musiałem sam się zwalniać bo stres czynił swoje i chciałem biec jak najszybciej… ale rozum podpowiadał, że to może się źle skończyć na kolejnych kilometrach. Pierwszy podbieg okazał się być dość delikatny, po nim nastąpił zbieg gdzie można było przyspieszyć, a później krótka skarpa, która jednak nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenia po moim ostatnim górskim maratonie :) Później długa prosta i wyprzedzanie kolejnych osób. Wtem nagle słyszę doping z mijającego mnie samochodu (którym jechali Leszek, Marcin i Wojtek) – jak tu nie cisnąć przy takim wsparciu? :) Strefa zmian i kibicowania – tutaj pewnie lekko docisnąłem, żeby już na półmetku moja drużyna była spokojna o czas ;) Na drugiej pętli spokojnie kontrolowałem swój czas, trochę słabłem… a może po prostu się oszczędzałem przed finiszem? Finisz rozpocząłem na kilkaset metrów przed metą (na zbiegu), później jeszcze bardziej przyspieszyłem i na metę wpadłem z czasem 2:59:18 (czas oczywiście całego teamu). Nie wiem czy to kwestia błędu pomiaru Garmina czy trochę nakluczyłem wyprzedzając, ale na liczniku miałem 5,16 km i czas 22:34 (mniej więcej pół minutę gorszy od życiówki sprzed paru tygodni). Udało się – 3 godziny w maratonie złamane :) Ten czas pozwolił naszej drużynie na znalezienie się w pierwszej 50tce (dokładnie 48 miejsce) na 767 sztafet. Ładny wynik :)

Na moim biegu nie skończyły się emocje – w końcu na trasie byli jeszcze Wściekli Blogacze, których gorąco dopingowaliśmy :) Wściekli Blogacze biegli bez napinki na jak najlepszy czas (w składzie była m.in. Emilia, w 5 miesiącu ciąży, której na start w wolnym tempie zezwolił lekarz)… ale na tym luzie zrobili wyniki 3:43:47 co pozwoliło zająć 468 pozycję (na 767).

Tak jak wspomniałem na początku start w Ekidenie był moim pierwszym startem w sztafecie maratońskiej… i spodobało mi się :) Po pierwsze, cieszę się że wreszcie poznałem kilka osób, których blogi czytam już co najmniej  2 lata :) Po drugie, start w drużynie obudził znacznie większe emocje niż inne moje ostatnie starty. Po trzecie… było fajnie i już!

Na koniec chciałbym się dołaczyć dla podziękowań dla Kasi, naszej pani kapitan która mistrzowsko spięła wszystkie sprawy organizacyjne. I kolejne podziękowania: tym razem dla firmy Brubeck, która wyposażyła Blogaczy w koszulki ze swojej najnowszej kolekcji. Ja biegłem w tego typu koszulce bez rękawów: link. Pierwsze wrażenie odnośnie koszulki bardzo pozytywne: dobrze leży, miła w dotyku, dobrze oddychający materiał, nie krępuje ruchów. Jakbyście szukali jakiejś koszulki bez rękawów to polecam :)

Źródło: Blogacze/rusz-sie.pl, na zdjęciu z Hania i Michałem

Źródło: Blogacze/rusz-sie.pl, na zdjęciu z Hania i Michałem

I na koniec polecam jeszcze przeczytać relacje pisane z perspektywy innych uczestników Ekidenu:

Relacja Emilii

Relacja Joanny

Relacja Renaty

Relacja Leszka

Relacja Marcina

Relacja Marcina (biecdalej.pl)